Nie
chciałem tak postąpić, nie chciałem, tak bardzo nie chciałem.
Musiałem? Nie, wcale nie musiałem. Potrzebowałem tego? Nie, to
ostatnia rzecz której bym potrzebował. Więc, dlaczego?
Dlaczego to zrobiłem? Zraniłem ostatnią osobę na której mi
zależało, zraniłem ostania osobę, której zależało na mnie.
Jestem sam, i już zawsze będę. On mi nie wybaczy…
‘Flashback
‘
‘-
Gdzie ty kurwa znowu byłeś?! - wykrzyczałem do Kibuma.
-
Znowu piłeś… – stwierdził zrezygnowany.- W pracy, Jongie,
wszystko dobrze?
-
Gówno cię to obchodzi, ja cię gówno obchodzę… -wyszeptałem
padając na kolana.
-
Jong… – Chciał mnie przytulić, ale go odrzuciłem. Dlaczego?
-Odwal
się, wracaj do swojego kochanka…
-Ko-kochanka
?
-Nie
udawaj, proszę nie udawaj że nic cię nie łączy z Taeminem …
-TAEMINEM?!
Jonghyun o czym ty pierdolisz ? – spytał, nie był zły, tylko
zmartwiony, zaniepokojony. – Nic mnie z nim nie łączy, to
przyjaciel, nic więcej. – powiedział, patrząc mi w oczy, nie,
nie w oczy. W serce.
-
Key, błagam powiedz mi prawdę!
-Mówię
ci prawdę! Nic mnie nie łączy z tym szczylem.
-Kłamiesz!
– uderzyłem go … dlaczego?
-Jong…
– złapał się za policzek.
-Powiedz
prawdę! – Znów go uderzyłem. Dlaczego? -Key proszę nie okłamuj
mnie…
-Ja-ja
ko-kocham tylko ciebie… – złapałem go za szyje i przykułem do
ściany, blokując jakiekolwiek ruchy.
-To-to
boli, proszę, b-błagam p-puść mnie…
-Nie,
nie dopóki nie powiesz mi prawdy. – Walnąłem go w brzuch, nie
panowałem nad sobą. Rzuciłem go na podłogę i biłem póki
nie stracił przytomności. Potem ocknąłem się z tego ‘szału’
i zadzwoniłem po pogotowie… Tak bardzo nie chciałem.’
End
of flashback
Od
tamtego zdarzenia minął rok, dokładnie rok. Byłem na dnie, i
wciąż kopałem. Jestem ćpunem, pijakiem, niczego nie wartą mendą.
Ostatni raz widziałem Kibuma w szpitalu, 3 dni po tym jak go prawie
zabiłem. Musiałem sprawdzić czy żyje. Dotychczas trzy razy
próbowałem się zabić, tylko trzy. Sam nie rozumiem czemu jeszcze
żyje, nie mam po co. On mi nie wybaczy…Siedziałem na jednej z
kanap w moim ‘domu’. Jeśli spelunę dla ćpunów można nazwać
domem. Wstałem i wyszedłem paląc papierosa, nie wiem gdzie idę,
nie obchodzi mnie to, jak najdalej. Idąc ulicą jak zwykle patrzałem
w ziemie,zawsze to robię. Potrąciłem kogoś, zawsze to robię.
-Przepraszam,
wszystko ok ? – Spytałem, pomagając mu zbierać zakupy z
chodnika.
-Nic
się nie stało. – Ten głos. Podniosłem głowę i ujrzałem go.
Piękny.
-Kibum.
– Na dźwięk swojego imienia spojrzał na mnie, był równie
zdziwiony jak ja. Piękny.
-Jonghyun.-
Przytulił mnie… Odepchnąłem go delikatnie. Piękny. – J-ja
przepraszam, n-nie chciałem.
-
Nie przepraszaj mnie. Nic mi nie zrobiłeś, ja tobie wiele.–
Opadłem na kolana. Nigdy go tak na prawdę nie przeprosiłem.
Przytulił mnie ponownie. Piękny. – Dlaczego to robisz?
-
T-tęskniłem Jongie. – Zaniemówiłem, dlaczego miał by za mną
tęsknić? Prawie go zabiłem.
-Kocham
cię. – Powiedziałem uciekając. Chciałem zostać, popatrzeć na
niego, poczuć jego ciepło, delikatną aksamitną skórę. Nie
mogłem, nie zasługuje na to. Piękny.
Trochę ''podlatuje'' pod coś psychologicznego, filozoficznego, ale chyba nie do końca wyszło. Ale i tak jest ciekawie.
OdpowiedzUsuńNie do końca lubię,jak tak się kończą fan ficki. No ale cóż. TO MI SIĘ NAPRAWDĘ PODOBA!
I nie każdy może to zrobić ~~
Naprawdę coś ciekawego.