poniedziałek, 29 lipca 2013

One-shot ~ Tak, panie.




-Na kolana.
-Tak panie. – Wziąłem jego członka do ust i zacząłem lizać, tak jak kazał. Zawsze wszystko robiłem tak jak kazał, Nawet nie wiem jak ma na imię, Dla mnie był i jest tylko ‘panem’. Nasz sex, albo raczej jego sex, nigdy nie był nieprzyjemny, jakby chciałbym i ja coś z tego miał.  Nigdy nie był dla mnie nie miły, zazwyczaj nie okazywał żadnych uczuć, lecz podczas stosunku zmieniał się. Jego ciepłe usta delikatnie muskały moje wargi i całe ciało, kochałem to, kochałem jego dotyk, kochałem … go? Nie wiem czy go kocham, nie wiem jak określić to uczucie. Może to jest zwyczajnie przywiązanie lub seksualny pociąg, bo jeśli go kocham, jestem gorszym głupcem niż myślałem. Jestem jego niewolnikiem, jego własnością, jestem jego. Byłem odkąd pamiętam, moje całe życie, wszystkie moje wspomnienia są związane z nim, i te dobre i te gorsze. Musiałbym postradać zmysły do reszty by go pokochać, bo tak naprawdę na jakich podstawach miałbym żywić do niego jakieś uczucie? Zawsze był dla mnie obojętny, mam go kochać bo jest dobry w pieprzeniu? Miłość musi mieć jakieś podstawy, jakiś fundament. A nasz kontakt kończy się na pozbieraniu moich ubrań i wyjściu z pokoju. Nigdy nie pozwolił mi spać z nim, jakby się bał, obawiał, że poczuje do mnie coś więcej. Nigdy mnie nie przytulał w normalnych okolicznościach poza łóżkiem, nigdy mnie nie całował, nigdy… Wiec skoro jest dla mnie taki to czemu ja wciąż przy nim zostaje? Miałem miliony okazji by od niego uciec, by zostawić tą namiastkę życia i po prostu zwiać. Ale tego nie zrobiłem, chyba pojebało mnie do końca. Pierwszą moją rzeczą którą robię po przebudzeniu to myślę o nim, pracując myślę o nim, kochając się z nim myślę o tym kim dla mnie jest i kim ja jestem dla niego. Trapi mnie to, co o mnie myśli, czy coś do mnie czuje, czy coś dla niego znaczę,czy może jestem tylko sex-zabawką, tylko jego marną dziwką.
-Panie?
-Tak? – Mimo, że jego oddech był przyśpieszony, nie wykazywał żadnych uczuć.
-J-ja się zastanawiałem… jak ty masz n-na… jak p-pan ma na imię…– Zaśmiał się. Podał mi rękę i pomógł wstać.
- Cóż… – Złapał mnie za policzek i delikatnie musnął go opuszkami palców. – Jestem Minho.
-J-ja… A kim ja jestem ?
- Ty jesteś Taemin, mój drogi.
-T-to wiem… al-ale dla ciebie panie…?
- Hmmm … pomyślmy – złapał mnie za rękę, okręcił do okoła i posadził na miękkim łóżku. – Jesteś moim … kochankiem.
-Ko-kochankiem? – Byłem zdziwiony, zaskoczony i…szczęśliwy.
- Tak kochanie – uśmiechnął się ciepło.
-Czy mogę j-jeszcze o coś spytać ?
-Pytaj.
- Cz-czy mogę do pana mówić po imieniu ? – Bałem się, to nasza pierwsza prawdziwa rozmowa.
- Tak, oczywiście. – Uśmiechnął się i mnie przytulił, przytulił… Jego ramiona były jak azyl… czułem się bezpieczny i taki cholernie szczęśliwy. – Taemin?
-Słucham pa.. Minho? – Pocałował mnie.
-Tylko cię sprawdzam. – I wrócił do pocałunku. Był jakby inny, jakby ta ‘rozmowa’ zmieniła nie tylko mnie, ale i jego. Pocałunki były czulsze, delikatniejsze, bardziej przyjemne. Czułem go nie tylko na moim ciele lecz i na mojej duszy, jakby i ją całował. Moje serce czerpało z tego więcej niż ja, biło szybko, w rytm mojego oddechu. To był nasz pierwszy raz, taki prawdziwy, taki czuły, z kimś kogo kocham, z kimś kto kocha mnie. Czułem jego usta, jego ręce, jego, na mojej szyi, na moim brzuchu, na moich udach, i znów na moich ustach. Gdy wreszcie dotarł do mojego członka, poczułem rozkosz,której nigdy nie czułem, nie tak intensywną, nie tak promieniującą jak dotychczas. To było coś magicznego, nie był to zwykły sex, była to miłość. Na początku jak zawsze bolało, przyzwyczaiłem się, ale dziś ten ból był inny, mniej odczuwalny, mniej… jakby wcale go nie było. Bez żadnego przygotowania, bez gry wstępnej, bez niczego… A mimo to czułem spełnienie, niebo, jego… Może to wyolbrzymiam, może… Ale ten nasz ‘stosunek’ był… taki, czuły, piękny, nasz. Czułem to wszystko nawet gdy leżeliśmy zmęczeni na łóżku uspokajając oddechy i bicie serca. Byłem w jego ramionach i to było najważniejsze. Chciałem wstać i pozbierać ubrania, jak zwykle… lecz złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, tak bym upadł powrotem na łóżko.
-Gdzie ci tak prędko? – spytał nachylając się nade mną, był dosłownie kilka milimetrów ode mnie, czułem jego wciąż przyśpieszony i nierówny oddech i widziałem krople potu na jego ciele, oraz ten błysk w oku.
-No j-jak zwykle, sp-spać do siebie…
-Tak szybko chcesz iść? Zrozum, to nie był zwykły sex, w każdym razie nie dla mnie…- Ucieszyłem się słysząc że to nie tylko ja odczułem tą różnice. Nie wytrzymałem i przytuliłem go, odwzajemnił uścisk i pocałował mnie delikatnie w szyje. – Już nigdy cię nie puszczę.
-J-ja… ja nie chcę nigdzie iść… kocham cię Minho. 
-Ja ciebie też Taemin.

***
*kilka dni później*
-Yeobo? – spytałem leżąc w jego objęciach, po jakże intensywnej nocy.
-Tak? – spytał, składając motyli pocałunek na moim obojczyku.
-Cz-czemu tyle lat byłeś dla mnie taki zimny?
-Bałem się.
-Bałeś? A-ale czego?
-Że tego nie odwzajemnisz…
-Głuptasek – powiedziałem mocniej wtulając się w jego tors, również go całując. – Kocham cię.
-Wiem Minnie, i zawsze będziesz. W końcu jesteś mój.
-Twój, na zawsze, byłem, jestem i będę.


1 komentarz:

  1. Troszkę za szybka akcja, ale tak to świetnie ;-)

    OdpowiedzUsuń