-Na
kolana.
-Tak
panie. – Wziąłem jego członka do ust i zacząłem lizać, tak
jak kazał. Zawsze wszystko robiłem tak jak kazał, Nawet nie wiem
jak ma na imię, Dla mnie był i jest tylko ‘panem’. Nasz
sex, albo raczej jego sex, nigdy nie był nieprzyjemny, jakby
chciałbym i ja coś z tego miał. Nigdy nie był dla mnie nie
miły, zazwyczaj nie okazywał żadnych uczuć, lecz podczas stosunku
zmieniał się. Jego ciepłe usta delikatnie muskały moje wargi i
całe ciało, kochałem to, kochałem jego dotyk, kochałem … go?
Nie wiem czy go kocham, nie wiem jak określić to uczucie. Może to
jest zwyczajnie przywiązanie lub seksualny pociąg, bo jeśli go
kocham, jestem gorszym głupcem niż myślałem. Jestem jego
niewolnikiem, jego własnością, jestem jego. Byłem odkąd
pamiętam, moje całe życie, wszystkie moje wspomnienia są związane
z nim, i te dobre i te gorsze. Musiałbym postradać zmysły do
reszty by go pokochać, bo tak naprawdę na jakich podstawach miałbym
żywić do niego jakieś uczucie? Zawsze był dla mnie obojętny, mam
go kochać bo jest dobry w pieprzeniu? Miłość musi mieć jakieś
podstawy, jakiś fundament. A nasz kontakt kończy się na
pozbieraniu moich ubrań i wyjściu z pokoju. Nigdy nie pozwolił mi
spać z nim, jakby się bał, obawiał, że poczuje do mnie coś
więcej. Nigdy mnie nie przytulał w normalnych okolicznościach poza
łóżkiem, nigdy mnie nie całował, nigdy… Wiec skoro jest dla
mnie taki to czemu ja wciąż przy nim zostaje? Miałem miliony
okazji by od niego uciec, by zostawić tą namiastkę życia i po
prostu zwiać. Ale tego nie zrobiłem, chyba pojebało mnie do końca.
Pierwszą moją rzeczą którą robię po przebudzeniu to myślę o
nim, pracując myślę o nim, kochając się z nim myślę o tym kim
dla mnie jest i kim ja jestem dla niego. Trapi mnie to, co o mnie
myśli, czy coś do mnie czuje, czy coś dla niego znaczę,czy może
jestem tylko sex-zabawką, tylko jego marną dziwką.
-Panie?
-Tak?
– Mimo, że jego oddech był przyśpieszony, nie wykazywał żadnych
uczuć.
-J-ja
się zastanawiałem… jak ty masz n-na… jak p-pan ma na imię…–
Zaśmiał się. Podał mi rękę i pomógł wstać.
-
Cóż… – Złapał mnie za policzek i delikatnie musnął go
opuszkami palców. – Jestem Minho.
-J-ja…
A kim ja jestem ?
-
Ty jesteś Taemin, mój drogi.
-T-to
wiem… al-ale dla ciebie panie…?
-
Hmmm … pomyślmy – złapał mnie za rękę, okręcił do okoła i
posadził na miękkim łóżku. – Jesteś moim … kochankiem.
-Ko-kochankiem?
– Byłem zdziwiony, zaskoczony i…szczęśliwy.
-
Tak kochanie – uśmiechnął się ciepło.
-Czy
mogę j-jeszcze o coś spytać ?
-Pytaj.
-
Cz-czy mogę do pana mówić po imieniu ? – Bałem się, to nasza
pierwsza prawdziwa rozmowa.
-
Tak, oczywiście. – Uśmiechnął się i mnie przytulił,
przytulił… Jego ramiona były jak azyl… czułem się bezpieczny
i taki cholernie szczęśliwy. – Taemin?
-Słucham
pa.. Minho? – Pocałował mnie.
-Tylko
cię sprawdzam. – I wrócił do pocałunku. Był jakby inny, jakby
ta ‘rozmowa’ zmieniła nie tylko mnie, ale i jego. Pocałunki
były czulsze, delikatniejsze, bardziej przyjemne. Czułem go nie
tylko na moim ciele lecz i na mojej duszy, jakby i ją całował.
Moje serce czerpało z tego więcej niż ja, biło szybko, w rytm
mojego oddechu. To był nasz pierwszy raz, taki prawdziwy, taki
czuły, z kimś kogo kocham, z kimś kto kocha mnie. Czułem jego
usta, jego ręce, jego, na mojej szyi, na moim brzuchu, na moich
udach, i znów na moich ustach. Gdy wreszcie dotarł do mojego
członka, poczułem rozkosz,której nigdy nie czułem, nie tak
intensywną, nie tak promieniującą jak dotychczas. To było coś
magicznego, nie był to zwykły sex, była to miłość. Na początku
jak zawsze bolało, przyzwyczaiłem się, ale dziś ten ból był
inny, mniej odczuwalny, mniej… jakby wcale go nie było. Bez
żadnego przygotowania, bez gry wstępnej, bez niczego… A mimo to
czułem spełnienie, niebo, jego… Może to wyolbrzymiam, może…
Ale ten nasz ‘stosunek’ był… taki, czuły, piękny, nasz.
Czułem to wszystko nawet gdy leżeliśmy zmęczeni na łóżku
uspokajając oddechy i bicie serca. Byłem w jego ramionach i to było
najważniejsze. Chciałem wstać i pozbierać ubrania, jak zwykle…
lecz złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, tak bym
upadł powrotem na łóżko.
-Gdzie
ci tak prędko? – spytał nachylając się nade mną, był
dosłownie kilka milimetrów ode mnie, czułem jego wciąż
przyśpieszony i nierówny oddech i widziałem krople potu na jego
ciele, oraz ten błysk w oku.
-No
j-jak zwykle, sp-spać do siebie…
-Tak
szybko chcesz iść? Zrozum, to nie był zwykły sex, w każdym razie
nie dla mnie…- Ucieszyłem się słysząc że to nie tylko ja
odczułem tą różnice. Nie wytrzymałem i przytuliłem go,
odwzajemnił uścisk i pocałował mnie delikatnie w szyje. – Już
nigdy cię nie puszczę.
-J-ja…
ja nie chcę nigdzie iść… kocham cię Minho.
-Ja
ciebie też Taemin.
***
*kilka
dni później*
-Yeobo?
– spytałem leżąc w jego objęciach, po jakże intensywnej nocy.
-Tak?
– spytał, składając motyli pocałunek na moim obojczyku.
-Cz-czemu
tyle lat byłeś dla mnie taki zimny?
-Bałem
się.
-Bałeś?
A-ale czego?
-Że
tego nie odwzajemnisz…
-Głuptasek
– powiedziałem mocniej wtulając się w jego tors, również go
całując. – Kocham cię.
-Wiem
Minnie, i zawsze będziesz. W końcu jesteś mój.
-Twój,
na zawsze, byłem, jestem i będę.
Troszkę za szybka akcja, ale tak to świetnie ;-)
OdpowiedzUsuń