Jonghyun ~ Oliwciak.
Kibum ~ Park Ayako <3
Kibum POW
Kim Jonghyun. Kim Jonghyun. Kim Jonghyun.
Właśnie on siedział mi teraz w myślach. Właśnie przez niego robiłem to co robiłem.
Przez niego siedziałem teraz w dużym pokoju z butelką wódki i upijałem się nią krok po kroku.
Palant. Cham. Chuj z niego i koniec!
Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Tak kochałem tego debila... A on tego nie doceniał! Siedzi sobie teraz z tą pizdą w jakiejś restauracji i szeptają sobie słodkie słówka.
Zabiję kiedyś szmatę, naprawdę.
Pociągnąłem kolejny łyk z butelki. W mojej głowie włączyła się jakaś karuzela. Ja pierdole...
- Kim Jonghyun! Widzisz co mi robisz?! - krzyknąłem do sufitu podnosząc flaszkę.
Jak możesz być tak żałosny, Kibum...
Jonghyun POW
Wyszedłem z restauracji z SeKyung, w której byłem tylko na pokaz, trzymaliśmy się za ręce, na pokaz... między nami wszystko było na pokaz, nic do niej nie czuje, nigdy nie czułem. Jest mi obojętna. Mówiła coś do mnie, ale ja nie mogłem się skupić na tym co mówi, inna osoba w tej chwili zaprzątała mi mózg... Kibum, Key, diva... Kiedy przyjaźń zamieniła się w miłość? kiedy zacząłem go kochać ? Pokochałem go od pierwszego wejrzenia, jeśli mam mówić prawdę. Stałem u drzwi naszego mieszkania, stałem. Jakbym się bał że go zobaczę, jednocześnie tego chciałem i się tego obawiałem... popierdolona miłość. Wszedłem, i ujrzałem go... Mimo rozczochranych włosów, do połowy rozpiętej koszuli i szkarłatno-czerwonych policzków od nadmiaru alkoholu ... mimo tego wszystkiego i tak był piękny.
Kibum POW
Położyłem pustą już butelkę obok siebie i zerknąłem w stronę drzwi. Stał tam. Zstąpił z nieba i za sprawą ducha świętego, sprawił, że moje serce przyśpieszyło jeszcze bardziej. Niestety, moje ciało tak właśnie na niego reagowało. Dobijało mnie to jeszcze bardziej. Przecież powinienem go nienawidzić, prawda? Jednak jedyne o czym mogłem myśleć, gdy go zobaczyłem, to to jaki był wspaniały. Jak bardzo go kochałem.
- O, raczyłeś wrócić - zaśmiałem się znowu. Pijański śmiech, the best of the best. - I co tam u twojej dziewczyny? - słowo 'dziewczyna' wypowiedziałem ze wstrętem. Normalnie, bym się tak nie odezwał. Normalnie, zapytałbym się, jak minęła im randka, czy trzymali się za ręce... Cieszyłbym się jego szczęściem. Jednak, alkohol wszystko zmienił i ukazywało się moje prawdziwe ja. Ja, które tłamsiłem przez dłuższy okres czasu.
Jong
Kibum jakiego nie znałem, nie miły, wręcz wredny. Przyzwyczaiłem się do tego że zwyczajnie pytał co u mnie, u SeKyung, u NAS. NAS, śmieszne że potrafię tak o mnie i o niej pomyśleć. Śmieszne że potrafię sam siebie okłamywać.
-Wróciłem co w tym dziwnego ? - Pierwszy raz widzę go pijanego. -U mnie i niej dobrze, u ciebie chyba niezbyt, wszystko ok ?
Key
Podniosłem się niestabilnie. Od razu bardziej zakręciło mi się w głowie. Podszedłem do niego chwiejnym krokiem.
Prychnąłem.
- Coś nie tak? Ty się jeszcze pytasz? - zaśmiałem się znowu. - O nie, wszystko w porządku. Po prostu tak sobie siedzę. Wiesz, jutro mamy wstać wcześnie rano, więc oczywiście pomyślałem sobie "Hej! Może poczekam na Jonghyuna! Pewnie i tak wróci z randki ze swoją dziunią gdzieś nad ranem, więc co mi szkodzi?" - powiedziałem bardzo sarkastycznie i ironicznie, zbliżając się do niego z każdym słowem.
Jjong
Jego słowa... zabolały, wręcz ociekały ironią, nie wiedziałem co się dzieje.
-Pijany Key ma widzę poczucie humoru, jeśli byś mógł nie nazywaj jej 'dziunią' ok ? - Zbliżał się do mnie. - Kibum wszystko ok ? Zachowujesz się dziwnie, alkohol chyba ci szkodzi.
Key
- Och, oczywiście.. Więc jak mam ją nazywać co? - zaśmiałem się znowu. Stanąłem blisko niego i przyparłem go do ściany. Zbliżyłem usta do jego ucha. - Powiedz Jjong... zaliczyłeś ja juz?
Jjong
-Co ty pierdolisz? Nazywaj sobie ją jak chcesz, ale odejdź ode mnie. - Był niebezpiecznie blisko, przyparł mnie do ściany... Cholera jest silniejszy niż myślałem. - Nie jesteś sobą, chodź zaprowadzę cie do pokoju.
Key
- A zaniesiesz mnie? - zachichotałem cicho. Na trzeźwo takie zachowanie byłoby nie dopuszczalne... - Ale wiesz, tak na dwóch rękach... - popatrzyłem mu w oczy i zrobiłem słodką minkę
Jjong
Nagle jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni, jakby wrócił stary, trzeźwy Key.
-J-ja ... jasne, od tego są przyjaciele - 'Przyjaciele'... I to niby on jest tym któremu 'odpierdoliło'. Podniosłem go i zaniosłem go do pokoju, na szczęście jest lekki, my go chyba nie karmimy. Położyłem go na łóżku i przyglądałem mu się jeszcze chwile, kurwa ale on jest piękny... dobra Jjong ochłoń, wdech, wydech.
Key
Zaniósł mnie na rękach do pokoju i położył na łóżku. Stanął nade mną i patrzył na mnie. Nagle wziął głęboki oddech i wydmuchał powietrze. Oblizałem usta patrząc na niego. Był teraz taki seksowny...
Jjong
Miał wpół zamknięte oczy, patrzał na mnie jakby chciał mnie zjeść, albo coś gorszego.
Oblizał wargi i oparł się na łokciach. Usiadłem koło niego.
-I tak nie będziesz tego pamiętał więc co mi szkodzi... - Nachyliłem się nad nim i pocałowałem go w usta, delikatnie, chciałem tylko poczuć smak jego warg, miękkość, ciepło.
Key
Bez żadnego większego zastanowienia oddałem jego pocałunek, oplatając go rękami wokół szyi. Jednak, on zaczął go delikatnie, a ja od razu pogłębiłem pocałunek.
Jjong
Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy odwzajemnił pocałunek, ale pierdole to że będziemy tego żałować, przy nim traciłem zmysły. Miłość działa jak taki zajebiście mocny lek … na mózg, wyłącza racjonalne myślenie i każe nam podążać za ‘instynktami’. Podwinąłem jego koszulę i jedną ręką zacząłem masować jego tors, drugą natomiast mając w jego włosach, miękkich, pachnących brzoskwiniami.
Key
Polizałem lekko jego dolną wargę, pytając tym o pozwolenie na wejście mojego języka. Urgh... Jego ręce na mojej skórze... Jak narkotyk, naprawdę...
Jjong
Pocałunki stawały się namiętniejsze, nasza garderoba co raz bardziej ... skromna.
-będziemy tego żałowali... - szepnąłem do jego ucha, nadgryzając lekko.
Key
Jęknąłem cicho gdy nadgryzł mi ucho
- Nie ważne - Zabolało trochę, ze stwierdził, ze będzie żałował.
Oj sprawie, ze żałować nie będziesz...
Moja ręka powędrowała powoli po jego torsie, zatrzymując się na chwilę na jego podbrzuszu, by zawędrować dalej. Złapałem za jego.. męskość i zacząłem delikatnie poruszać w górę i w dół
Jjong
Ahh...- Dreszcz przyjemności przeszedł moje ciało. ‘Bejbe, tego terenu dawno nie odwiedzano !’ Pomyślałem. Obrócił mnie i usiadł między moimi nogami, spojrzał na mnie z błyskiem w oczach i złapał z mojego członka.
Key
Zacząłem całować go po szyi i schodziłem pocałunkami coraz niżej. Słyszałem jego zadowolone jęki, ale to co zaraz miał doświadczyć, przejdzie jego najśmielsze oczekiwania.. Pochyliłem się trochę nad jego panisem i polizałem czubek, by po chwili opleść całego ustami.
Jjong
-Ahh.. Ki...Bum... - Poruszał głową w dół i w górę, coraz szybciej. Jebana przyssawka. Czułem że już długo nie wytrzymam, ciepło jego ust, jego język, doprowadzał mnie do euforii, szaleństwa. - Key.. ja... - Ale nie zwolnił ani na sekundę, a nawet przyśpieszył. Sam już nie wiedziałem czy tylko jęczałem czy może krzyczałem w niebo głosy.
Key
Czułem, że już jest blisko i zamiast przestać, przyśpieszyłem. Chciałem go przyjąć, sprawdzić jak smakuje... Nagle doszedł gwałtownie i obficie. Oderwałem się od niego. Spojrzałem na niego ze spermą cieknącą po ustach i brodzie, oraz ze wzrokiem pełnym pożądania.
Jjong
Zbliżył się i pocałował mnie, to było dziwne... Nie chciałem być mu dłużny, więc obróciłem go dosyć szybko i nachyliłem nad nim.
-Let's start the party bejb. - Szepnąłem do jego ucha. Wstałem i podszedłem do szafki, wyjąłem żeli i wróciłem do Kibuma. Uniosłem jego biodra do góry. - Jesteś tego pewien ?
-Zwyczajnie to zrób.. proszę. - Nalałem trochę żelu na palce i rozprowadziłem po jego wejściu, wkładając jeden do środka. Jęknął, i zamknął oczy.
-Wszystko dobrze ? - Spytałem z obawą w głosie.
Key
- T... Tak.. Proszę, pośpiesz się... Chcę już cię poczuć. - odpowiedziałem oddychając ciężko. Bolało, to trzeba przyznać. Z jednej strony bałem się bólu, a z drugiej pragnąłem go więcej i więcej.
Jjong
Włożyłem w niego dwa palce i przyśpieszyłem, po jego twarzy spływały łzy ale widać było że nie czuje już bólu. Chciałem również go poczuć. Po chwili wszedłem w niego, delikatnie i powoli, nie chciałem by czół ból, chciałem mu sprawiać przyjemność, tylko.
Key
- Aah! - Gdy wszedł we mnie, poczułem jakby coś rozrywało mnie na pół. Nie chciałem dać tego po sobie poznać, jednak nie udało mi się powstrzymać cichego szlochu. Zagryzłem wargę.
Jjong
Bolało go, wiedziałem że będzie, ale chciałem by przestało. Nie chciałem go ranić, ani na ciele ani na duszy. Poruszyłem się, trzęsło nim, wszedłem w niego do końca szybkim, mocnym ruchem.
-Kibum jesteś taki..ah.. ciasny... - Wydyszałem do niego, patrząc jak ból ucieka z jego twarzy.
Key
Bolało... Jednak gdy pomyślałem, że to właśnie Jonghyun... To Jonghyun teraz we mnie wchodzi, to Jonghyun mnie całuje, to Jonghyun się ZE MNĄ kocha, a nie z tą siksą, od razu ból zaczął mijać. Nagle wszedł we mnie gwałtownym ruchem i zrobiło się ... zajebiście, tak ‘zajebiście’ to dobre słowo.
- D... Dalej...
Jjong
Posłuchałem się prośby kochanka... mojego kochanka, ahh jak to pięknie brzmi. Poruszałem się w nim płynnie, wkrótce zgrał się z moimi ruchami. Jęczeliśmy, krzyczeliśmy, nie obchodził nas świat, chcieliśmy tylko by to mogło trwać, bez wyrzutów sumienia, bez tych wszystkich krępujących rozmów, tylko ja i on.
Key
Poruszaliśmy się w totalnej synchronizacji. To było wspaniale, czułem się jak w siódmym niebie.. Nagle Jonghyun uderzył kłębek nerwów znajdujący się we mnie.
- AAAH! J..Jonghyun! Właśnie tam! J..Jeszcze raz! - jęknąłem głośno.
Jjong
Ponownie uderzyłem w jego czuły punkt, sprawiając że wił się pode mną z rozkoszy. Jęczał co raz głośniej, ja również. Czułem że doszedłem do pułapu swoich możliwości.
Kibum
- Ah... - Czułem, że jestem już u kresu wytrzymałości - Jonghyun... Do.. Dochodzę! - Już wręcz krzyczałem z rozkoszy jaką mi dawał.
Jjong
Ja ... ja też Kibum ! Dojdźmy... ah... razem..- Złapałem jego członka i zacząłem poruszać w górę i w dół, równocześnie przyśpieszając ruchy. Spuściłem się w nim, i opadłem ze zmęczenia.
Key
Doszedłem na równi z nim, akurat gdy on doszedł we mnie. Opałem na łóżko obok niego, dysząc ze zmęczenia.
- Jonghyun.... To było.. argh.... - zamknąłem oczy, czując, że senność mnie nachodzi.
Jjong
-Ciii... śpij. - Powiedziałem i przytuliłem go do siebie. - żałować będziemy później... - dodałem, ale pewnie tego nie słyszał, spał.
Key
Przytuliłem się do niego i zacząłem powoli zasypiać.. Coś tam jeszcze powiedział, ale tego już nie usłyszałem. Obudziłem się rano powoli. Hmmm.. Miałem przyjemny sen.. Nie pamiętałem, co mi się śniło, ale wiedziałem, że było to przyjemne. Nagle poczułem ból głowy i.. Innej części ciała. Otworzyłem oczy. Obok mnie..
Leżał Jonghyun.
Jonghyun Bez koszulki...
uchyliłem kołdrę.
NAGI Jonghyun.
- O cholera. - poderwałem się do siadu i zaraz tego pożałowałem, bo dół moich pleców bolał jak cholera.
Jjong
Obudziło mnie jakieś dziwne piśnięcie, otworzyłem oczy i zobaczyłem że Key już nie śpi... Koszmar czas zacząć.
-Co się tak drzesz od rana? - spytałem Kibuma który dalej patrzył na mnie oszołomiony.
Key
- Do... do czego doszło? - popatrzyłem po sobie a później po nim, przerażonym wzrokiem.. Błagam, żeby powiedział, że do niczego....
Jjong
-Zgadnij kurwa. - Tego się najbardziej obawiałem, tego że nie będzie pamiętał. Jego przerażony wzrok... żałuje.
Key
Poczułem, jak do moich oczu zaczynają dopływać łzy. Nie, to nie może być prawda... Często wyobrażałem sobie swój pierwszy raz... Oczywiście, miał być z Jonghyunem... Ale nie po pijanemu! I nie tak, żeby nic z tego nie pamiętać... To najbardziej mnie dobijało. A teraz jeszcze jego ton głosu...
Jjong
- Żałujesz, prawda ? -Tak bardzo bałem się odpowiedzi, tak bardzo chciałem go przytulić.
Key
Żałowałem ... Żałowałem, że nic nie pamiętam z zeszłej nocy i że... tak po prostu.. że.... boże...
Objąłem kolana rękami i zacząłem płakać.
Jjong
-Po prostu to powiedz i miejmy to za sobą... błagam powiedz coś, cokolwiek.- Przerażony wzrok, łzy spływające po policzkach i jego szloch. -Nie zamierzasz mi odpowiedzieć ? - wstałem ubrałem się i z zamiarem wyjścia złapałem za klamkę. - Jak chcesz... twój wybór Kibum, wiedz tylko że ja nie żałuje.
Key
Odwróciłem sie do niego i chciałem szybko wstać, jednak nie wyszło to przez ból w plecach. krzyknąłem wiec za nim
- JJong, czekaj!
Jjong
Trzasnąłem drzwiami, złapałem za paczkę papierosów i wyszedłem z domu. Nie mogłem na niego patrzeć, bałem się ... bałem się że mnie zrani. Nawet nie wiem gdzie szedłem, przed siebie, jak najdalej, nie uciekałem od niego, uciekałem od moich myśli które nie dawały mi spokoju.
Key
wybuchłem płaczem. Płakałem już nawet nie z samego seksu... Płakałem, bo Jonghyun, Jonghyun którego kochałem... Powiedział, że nie żałuje. Co to miało znaczyć? Przecież... Zdradził ze mną swoją dziewczynę...
- Jonghyun kurwa! Kocham cię debilu! - krzyknąłem, choć wiedziałem, ze go tutaj nie ma i nie usłyszy. I właśnie bardzo dobrze.
Jjong
Chciałem tam wrócić, przeprosić, wytłumaczyć, wyznać mu moją miłość. Ale wiedziałem jak bardzo będzie bolało odrzucenie, jak długo będę musiał się po tym leczyć. Nie mogę trzymać tego w sobie, to mnie zniszczy, tak jak niszczyło do tej pory. Część mnie chcę wierzyć w to że on też coś do mnie czuje, że to nie była tylko zasłucha lub wina alkoholu. Kurwa Jjong bądź mężczyzną do kurwy nędzy ! Wrócę tam i zmierzę się z tym...
Key
Uspokoiłem się. Nie. Nie zmierzam płakać. Jestem na to za super. W końcu jestem almighty Key, do kurwy. No.
Wstałem powoli i poszedłem do łazienki. Ułożyłem swoje włosy do porządku i ubrałem się w obcisłe rurki luźną koszulkę idealnie ukazującą moje obojczyki. Zrobiłem sobie makijaż i popatrzyłem na swoje odbicie w lustrze.
- Pamiętaj Key. Jesteś wyjebisty. Wyjebisty w chuj.- powiedziałem do swojego odbicia.
Jjong
I znów stałem pod drzwiami, znów się bojąc że go ujrzę. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, powoli, tak by mnie nie usłyszał, jak jakiś jebany tchórz... którym notabene jestem. Jestem tchórzem i tyle. Zacząłem go szukać, i znalazłem, w łazience, albo raczej wychodzącego z łazienki.
-Ki-kibum... ja przepraszam, nie chciałem... - spuściłem głowę.
Key
- Czego nie chciałeś? - spytałem już totalnie opanowany patrząc mu w oczy. - określ się.
Jjong
-Przepraszam za wszystko, za wczoraj, za dzisiaj... Za to co ci zrobiłem, za wszystko. - Podniosłem wzrok na niego, wyglądał jakby go to nic nie obchodziło.
Key
Przez chwilę, dosłownie ułamek sekundy, moja maska zawiodła. Wylały się wszystkie uczucia, a głównym z nich były ból i miłość. Wielka miłość do Jonghyuna, lecz zaraz poprawiłem się i znowu przyodziałem Poker Face.
- Nie gniewam się. Nie musisz przepraszać.
Jjong
-Przestań, przestań udawać że cię to nie rusza kurwa, znam cię, kiedyś byliśmy przyjaciółmi.
Key
Popatrzyłem na niego.
- I co? Mam znowu zacząć płakać? - popatrzyłem na niego. - Tak, obchodzi mnie to, szczęśliwy? - westchnąłem - obchodzi... I to za bardzo...
Jjong
-Nie płacz, błagam... nie chcę po prostu byś udawał, bo nie musisz. - Zbliżyłem się do niego i pogłaskałem go po policzku.
Key
Przymknąłem oczy czując opuszki jego palców na policzku.
- Jonghyun... - chwyciłem jego rękę .
Jjong
-Kocham cię Bommie. - W tej chwili myślałem tylko o jego odpowiedzi.
Key
Przez chwilę w moich myślach była pustka.
- C...co?
Jjong
-Kocham, kochałem i będę kochać Key. - Czułem jakby serce miało mi wyskoczyć z klatki piersiowej.
Key
Przez chwilę patrzyłem na niego bez wyrazu twarzy. Zaraz jednak uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
- J..jak to, a co z Se Kyung?
Jjong
-Se Kyung...- Powtórzyłem jej imię. - Se Kyung to tylko przykrywka, chciałem sam sobie coś udowodnić.
Key
- Jonghyun... - Przytuliłem sie do niego mocno - Jjongie.... -łzy szczęścia zaczęły mi spływać po policzkach
Jjong
-Cii... wsłuchaj się w rytm mojego serca, od teraz bije tylko dla ciebie. - Przytuliłem go mocno, całując delikatnie w szyje. – A teraz chodź, przypomnę ci wczorajszą noc.
Key
-No chyba cię pojebało, mój tyłek tego nie zniesie. – Zaśmiał się, debil z niego … ale mój debil.
I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE KURWA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz