W tej chwili widziałem tylko trzy rzeczy. Jestem tak pijany, że nie wiem jak dojść do domu. Moje serce należy tylko do Kim Jonghyuna. I, że wspomniany Kim jest idiotą, że mnie odrzucił. Dlatego też siedzę w jakimś dziwnym, staro urządzonym barze wlewając w siebie kolorowe drinki i kieliszki wódki, podawane przez niczego sobie barmana. Ale nie, nie mogłem się skupić na przystojnym blondynie, bo po mojej głowie ciągle krążył pewien niewychowany, głupi dinozaur którego niezmiernie mocno kochałem. A niech cię … Nagle poczułem wibrowanie telefonu w kieszeni, wyjąłem go i spojrzałem na ekranik, po czym odebrałem.
-Ano witam pana, jak życie mija? –Spytałem rozmówcy kołysząc się na krześle.
-Jesteś pijany, skąd cię odebrać?
-Może jestem, może nie jestem. Co cię to obchodzi, co cię ja obchodzę. – Spytałem czując jak łzy napływają mi do oczu.
-Kibum, jesteś moim przyjacielem, zależy mi na tobie.
-Jestem twoim przyjacielem? Jakoś łatwo o tym zapominałeś kiedy pieprzyłeś mnie na każdym kroku… Nie przyjeżdżaj, nie chcę cię oglądać. –Prawie krzyknąłem do słuchawki, w chwili gdy miałem się rozłączyć, barman złapał telefon i podał adres lokalu. Oddał mi telefon i uśmiechnął się delikatnie.
-Tobie mój drogi, już wystarczy.– Na początku byłem w szoku,za kogo on się uważa? Sądzi sobie, że może zabierać mi telefon, mi idealnemu i zajebistemu Kim Kibumowi? Ale jeśli myśleć czysto, ostatnimi resztkami rozsądku, których nie wypłukał alkohol, dobrze zrobił.
-Idziemy. – Powiedział do mnie i złapał mnie za ramie.
-Puszczaj mnie. – Warknąłem i wyrwałem się, co mogło skończyć się nie zbyt miło, bo zatoczyłem się i niemal upadłem, ale w odpowiedniej chwili Jonghyun mnie złapał. Resztę drogi do samochodu pokonałem o własnych siłach, ledwo, ale doszedłem. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie, ani słowem, czasem tylko czułem jak zerka na mnie. Po przyjeździe do domu chwiejnie pokonałem schody po czym z wielką ulgą trafiłem do sypialni, którą NIESTETY dziele z Jonghyunem, tylko tego mi dzisiaj brakowało… Położyłem się na łóżko, choć może określenie ‘padłem jak długi’ bardziej pasuje. W tej chwili nie obchodziło mnie dosłownie nic, gdyby ktoś jeszcze łaskawie zgasił światło. I właśnie w tej chwili moje modły zostały wysłuchane, jarzeniowa żarówka zgasła, sprawiając, że moje powieki stały się nienaturalnie ciężkie.
-Kibum… – Szepnął tuż przy moim uchu.
-Oj, daj mi spać, nie mam ochoty z tobą rozmawiać… -Machnąłem ręką trafiając powietrze.
-Zdejmij chociaż buty, nie możesz spać w ubraniu… -Podniosłem się gwałtownie, przez co zakręciło mi się w głowie.
-Co ci tak nagle zależy? Za mało czasu widziałeś mnie nago? –Syknąłem przez zęby.
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi… Ugh, jak chcesz, twój wybór. Jak dla mnie możesz spać nawet w zimowym kożuchu i śniegowcach…Dobranoc. – Rozebrałem się i wsunąłem pod kołdrę w samych bokserkach. Alkohol chyba zaczął wyparowywać z mojej głowy… Chyba nie powinienem tak reagować, chciał dobrze prawda? Więc czemu jestem taki … Nie Kibum, pamiętaj, zranił cię. Zranił i pewnie znowu to zrobi… Ale muszę zapytać, po prostu muszę.
-Jonghyun ja … Czy mogę cię o coś spytać?
-Słucham? – Odpowiedział spokojnie, delikatnie, może nawet bezuczuciowo.
-Cz-czy ty mnie… nienawidzisz? – Spuściłem głowę, mimo że było ciemno nie chciałem czuć na sobie jego czekoladowych oczu.
-Nie gadaj głupot. – Usłyszałem ciche kroki, usiadł na moim łóżku i spojrzał na mnie. – Za co miałbym cię nienawidzić?
-N-nie wiem, ale… Skoro mnie nie nienawidzisz, ani mnie nie kochasz… Ugh, nieważne, idź spać.
-Kibum… Ja wcale nie powiedziałem, że cię nie kocham. Powiedziałem, że nie jestem gotowy… Daj mi to przemyśleć, proszę cię. Zależy mina tobie, ale… – Schował twarz w dłoniach. – Po prostu muszę to przemyśleć.
-Mogę dać ci nawet cały czas świata, byle byś tylko mnie nie zostawiał…- Ponownie spuściłem głowę, paliczki mnie paliły, a do oczu zbierały się łzy. –Przepraszam, ale cię kocham. – W tym momencie poczułem delikatne, ciepłe usta na moich. Łagodny gest, ale pełen uczucia, jakby chciał mnie uspokoić. Spojrzałem uważnie na Jonghyuna. Płakał. Ale dlaczego? Starłem ostrożnie opuszkiem palca łzę spływającą po jego policzku. Dlaczego nawet w tej chwili musiał być taki idealny i piękny. – Dam ci cały czas świata i nawet jeśli zdecydujesz … nawet jeśli zdecydujesz odejść, pozwolę ci. To twoje życie i twój wybór, ale tak bardzo bym chciał byś był przy mnie zawsze i na zawsze. Bo czym jest Diva bez swojego Dinozaura? – Zaśmiałem się z łzami w oczach. Gdybym tylko mógł zamknąłbym go w złotej klatce, żeby już do końca życia był mój. Ale nie mogę.Nie byłbym wstanie.
-Tak wiele dla mnie znaczysz… Przepraszam, jeśli kiedykolwiek Cię zraniłem i przepraszam jeśli zrobię to znowu. – Pogłaskał mnie czule po policzku. – Wiesz… Dzień w którym cię poznałem, był najpiękniejszym dniem w moim życiu. I proszę nie myśl, że cokolwiek z tego co przeżyliśmy żałuje, każda minuta spędzona z tobą była równie piękna jak poprzednia.
-Jongie…? Cz-czy mogę spać dzisiaj z tobą? – Spytałem niepewnie,bojąc się odmowy. Nie powiedział nic, zwyczajnie położył się koło mnie, przykrył kołdrą i ostrożnie przytulił, jakby również bał się odrzucenia. Jego ramiona były dla mnie jak oaza spokoju, jeszcze niedawno byłem gotów rozedrzeć go na strzępy. Boże, jeśli istniejesz spraw by przy mnie został. Żeby był tylko mój, by te ramiona przytulały tylko mnie, by jego usta całowały tylko mnie, by jego serce było tylko moje…
‘’Jeżeli coś kochasz, daj mu wolność. Jeżeli wróci do Ciebie, jest Twoje. Jeżeli nie wróci, oznacza to, że nigdy od początku Twoje nie było.’’ – Salomon.
Woow *.* Piękne <3 Brak mi słów uwielbiam JongKey i czytałam dużo yaoi z ich udziałem, ale sposób w jaki opisujesz emocje, jest piękny... Brak mi słów, niesamowite tyle mogę powiedzieć :OO no i jeszcze pisz więcej !!! <33
OdpowiedzUsuńPierwsza część spowodała ogromne rozpalenie od środka, a druga załagodziła to łzami. Moje życie naprawdę nie ma tak bardzo sensu.
OdpowiedzUsuńZastanawia mnie jedno. Jak przecież oni są i w tym fanficku najlepszymi przyjaciółmi to czemu np. w pierwszej części się tak do siebie odzywali? Zachowywali? Jako przyjaciele tak chyba nie powinno być. Nawet w najgorszych przypadkach.
Nawet dobrze,że tak się zakończyło. Naprawdę fajnie napisane. :)
A ten cytat. Na nim się rozpłakałam.