poniedziałek, 29 lipca 2013

I need vodka ~ [3/?]

[...]
-Czekaj chwile. Tym Kimem Jonghyunem? – Wybuchnęła śmiechem. – Poważnie, Key, poważnie?
-Tak tym, dokładnie tym. I to wcale nie jest zabawne Amber! – Schowałem twarz w dłoniach. – Boże, nigdy więcej nie pije. Ani łyka, ani kropelki…
-Przesadzasz. – Powiedziała klepiąc mnie po plecach. – To tylko całowanie, przecież się z nim nie przespałeś… Prawda?
-Amber, ja cię proszę, bądź poważna. – Spojrzałem na nią z wyrzutem. – Nie ma na świecie takiej ilości alkoholu, którą musiałbym wypić, żeby się z nim przespać. Never, ever.
-Dobrze, dobrze. Tylko się upewniam pysiu. – Uśmiechnęła się. – I co teraz?
-Nie wiem, nie chce wiedzieć… Jak ja się pokaże w tym pierdolonym teatrze? Jestem pewny, że zrobił to, żeby mi udowodnić, że jestem dziwką. O nie, co to to nie. Zniszczę go. On nawet się jeszcze nie spodziewa. Zniszczę. Zgniotę. Zmiażdżże. – Zawarczałem.
-Spokojnie. Wdech, wydech. To nie jest koniec świata przecież. Byłeś pijany, a po alkoholu robi się różne rzeczy. A poza tym, przecież jakby nie spojrzeć, to on całował się z tobą, a nie tylko ty z nim. – Rzekła spokojnie. – Porozmawiaj z nim, wytłumaczcie sobie to, wszystko będzie dobrze, panikaro. – Zaśmiała się cicho.
-Wszystko będzie dobrze, tak, masz racje, wszyściuteńko. - Pozytywizm Key, patrz na plusy. Tylko najpierw je kur** znajdź…
-Dobra, masz jakieś plany na dziś?
-Muszę iść do teatru, dowiedzieć się co i jak z nową sztuką i odebrać scenariusz, potem jestem wolny. - Przewracało mi się w żołądku, jak tylko pomyślałem, że go spotkam. Przyrzekam na wszystko co mi drogie, że dzisiaj coś rozpierdolę… albo kogoś.
-Okej, trzymam za ciebie kciuki kochany.- Powiedziała czochrając moje włosy. – Ja się będę zbierać, jakby co to jestem pod telefonem, papa.
-No hej. - Za dwie godziny miałem stawić się w teatrze, na jakieś spotkanie obsady, co się równa ze spotkaniem z Jonghyunem, bo niestety, jest jej częścią. Chyba nie wytrzymam tego psychicznie. Trzeba będzie odwiedzić psychologa. ALBO LEPIEJ, od razu się zamknę w wariatkowie, będę miał spokój… Wykąpałem się, ubrałem i ułożyłem włosy. Przed wyjściem wziąłem tylko torbę i okulary, po czym zamknąłem drzwi na klucz i ruszyłem w stronę mojej przyszłej klęski i załamania psychicznego. Żegnaj zdrowy umyśle, witaj szaleństwo.

***

-O, Kibum, już jesteś. – Przywitał mnie Jinki, menadżer teatru.
-Dzień dobry. – Powiedziałem sucho.
-Co ty taki bez życia? – Zapytał jakby zmartwiony.
-Kac morderca, nie ma serca, co Kibum? – Ten głos. Oddychaj Kibum, oddychaj.
-Jakbyś mi czytał w myślach… – Uśmiechnąłem się wrednie.
-O, co, już zeszliście z wojennej ścieżki? – uśmiechnął się.
-Nawet pan sobie nie wyobraża, panie Lee. - Zaraz zedrę ci ten uśmieszek z pyska, poczekaj chwile.
-No to się cieszę. Bo oboje gracie główne role w nowej sztuce. A to dość kontrowersyjna sztuka – Powiedział, po czym wręczył nam obu skrypty.
-W jakim sensie kontrowersyjna…? – Powiedziałem, bardziej do siebie, niż co niego. Zerknąłem na Jonghyuna i nasze spojrzenia się skrzyżowały. – Na co się gapisz?
-Na ciebie kocurku. – Zaśmiał się.
-Dobrze ci radzę, nie wkurwiaj mnie. – Wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
-Szybko ci się zmienia, bo wczoraj mnie jeszcze lubiłeś, a dzisiaj cię wkurwiam?
-I co? Co teraz zrobisz, hm? Pójdziesz rozpowiedzieć swoim koleżką, że jestem dziwką? – Zapytałem zaciskając pięści.
-Nie. – Stwierdził spokojnie.
-Jak to nie? Co masz jakieś inne plany?
-Odrobinkę inne. – Powiedział cicho, zbliżając się do mnie i jednym, szybkim ruchem owinął ramie naokoło mojej talii i mnie pocałował. Zero reakcji. Szeroko otwarte oczy. Kompletny szok i szybkie odepchnięcie.
-Co ty kur** odpierdalasz?! – Wydarłem się na niego.
-To co miałem w planach na dzisiaj.
-Mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, co ty właśnie odjebałeś? Bo chyba ci się coś poprzewracało pod sufitem i to tak w *****. – Powiedziałem, już spokojniej.
-Chciałem cię pocałować, więc to zrobiłem. Przestań panikować.
-Czy ty naprawdę jesteś taki głupi? – Zapytałem. – ‚Chciałem cię pocałować, więc to zrobiłem.’ No chyba sobie ***** żartujesz, idioto. Coś ci się pomyliło… Zejdź mi z oczu. - Ominąłem go i jak najszybciej wyszedłem z budynku. Nigdy wcześniej nie dotarłem tak szybko do domu, wpadłem do mieszkania, od razu idąc w stronę kanapy i wyciągając scenariusz. Przekartkowałem go i nagle zatrzymałem. Akt 2, scena 4. Kim Jonghyun, Kim Kibum. Coś tam. Przeczytałem didaskalia i przez chwile myślałem, że zemdleje. Zabije i jednego i drugiego. Jinki masz przejeba**. Wyciągnąłem butelkę z barku i telefon z kieszeni, po czym odkręcając zakrętkę, zadzwoniłem do Amber. – Oni chcą mnie wpędzić do grobu.
-Ale kto? Co się stało, nawijaj!
-Ten debil mnie pocałował, raz, dzisiaj drugi, a ten debil Jinki chce, żebym musiał go dotykać po raz trzeci. W dodatku na scenie, przed publicznością. Nie wytrzymam tego psychicznie. – Powiedziałem na jednym wdechu. Ja przez tego debila popadnę w jakąś poważną kurwice, albo alkoholizm…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz