poniedziałek, 29 lipca 2013

Nasz mały, brzydki sekrecik [1/?]

 Wciąż byliśmy przyjaciółmi, tak naprawdę między nami nic się nie zmieniło. Pomijając fakt, że ja byłem w nim szaleńczo zakochany, no i czasami pieprzyliśmy się po kątach jak króliki. Nic się nie zmieniło. Ludzie często nam mówili, że jesteśmy najbardziej zgraną parą ‘przyjaciół’ jaką zaszczyt im było poznać. Szkoda tylko, że nie widzieli co robimy po nocach. Choć może nie szkoda, w sumie to dobrze. Nie mogliby wiedzieć. Gdyby znali prawdę już nigdy więcej nie popatrzyliby na nas tak samo, może nawet nie chcieli by patrzeć. Patrzyli by na nas z obrzydzeniem, wyzywali od ‘pedałów, ciot itd. Dlatego też razem zdecydowaliśmy nigdy im o tym nie powiedzieć. To był nasz brzydki, brudny sekrecik. Podczas kolejnego występu, za kulisami szepnął do mnie ‘Wyglądasz szaleńczo seksownie w tych spodniach Kibum …’ Po tych słowach dokładnie wiedziałem co będziemy robić po występnie, gdy już zejdziemy z tej przeklętej sceny i wrócimy do domu. Wiedziałem, że przez całą noc będzie szeptać mi do ucha, tym swoim ochrypłym z podniecenia głosem, różne niegrzeczne słowa. Że bedzie z usmiechem na ustach patrzył jak wiję się w jego ramionach. Że będzie robił ze mną wszystko co tylko przyjdzie mu do głowy. Wszystko to było naszym i tylko naszym zakazanym owocem, jakże słodkim owocem. Od początku wiedziałem, że ten pierwszy raz po pijaku,nie będzie naszym ostatnim. Gdy raz spróbujesz czegoś tak nieprzyzwoicie słodkiego, nie będziesz miał dosyć. I tak właśnie było, mimo że każdy nasz ‘raz’ był ostrzejszy, bardziej doświadczony, trzeba przyznać, zawsze było inaczej. Tylko jedna rzecz była stała. Za każdym razem, dotyk jego ust, języka,dłoni, doprowadzał mnie do euforii, czystego szaleństwa.
-Kibum~ … -Szepnął mi do ucha, przytulając od tyłu. Odwróciłem się w jego stronę i wpiłem w jego usta. Pogłębił pocałunek, kładąc mi ręce na tali i przyciągając mnie bliżej.
-Jonghyun,nawet nie wiesz jak długo na to czekałem. – Powiedziałem w przerwie między upojnymi pocałunkami. Zamknął drzwi na klucz i popchnął na łóżko, natychmiast sam się na nim znajdując.
-Kotku… Ledwo się powstrzymałem, żeby nie rzucić się na ciebie podczas występu. – Zarumieniłem się słysząc te słowa, jego słowa, w dodatku wypowiedziane TYM głosem,doprowadzały moje serce do palpitacji. –Gdybym tylko mógł, zerżnął bym cię i tam. – Rzekł i wpił się agresywnie w moje wargi. Nasze usta i języki zaczęły gorący taniec, jakby Salsę napędzaną naszymi uczuciami, no i śliną. Zdjął, lecz może bardziej trafne było by określenie, zdarł ze mnie bluzkę. Nie byłem mu dłużny, wkrótce i jego koszula wylądowała gdzieś w kącie pokoju. Całował, lizał i gryzł mą szyje, a moje ciche jęki i pomruki najwyraźniej go do tego zachęcały. Jęknąłem trochę głośniej gdy paznokciami krążył koła naokoło moich sutków. Dobrze wie, że to jeden z moich czułych punktów. W pokoju robiło się coraz duszniej, a pierwsze krople potu pływały po moim czole. Zjechał rękami pod linie moich spodni i szybko rozpiął rozporek. Podniosłem biodra i pomogłem mu zdjąć moje spodnie. . Leżałem pod nim tylko w bokserkach. To nie był nasz pierwszy raz, ani nie był też drugi, ale mimo wszystko byłem zawstydzony. Przejechał opuszkami palców, po dość dużej już wypukłości okrytej materiałem. Cichy jęk wyrwał mi się z ust i dotarł do jego uszu, podniósł głowę i spojrzał na mnie, przybliżając się by skraść mi całusa, delikatnego, krótkiego, ale czułego. Złapał za gumkę bokserek i pociągnął w dół, ściągając je ze mnie. Uklęknął między moimi nogami i wyciągnął się jeszcze raz by pocałować mnie w usta. Chwycił  mojego penisa w dłoń i zaczął nią poruszać, w górę i dół. Jęczałem cicho i wiłem się pod wpływem jego dotyku. Szelmowski uśmiech nawet na chwile nie zszedł z jego ust. Nachylił się nad moim kroczem i jednym ruchem wsadził mą męskość do swoich ust. Przejmujące ciepło jego ust,sprawny język i miękkie wargi, to wszystko składało się na przyjemność niedopisania. Nie mogłem czysto myśleć, ba, nie mogłem wcale myśleć. Teraz najważniejsze było dla mnie to by nigdy nie przestał mnie dotykać, nigdy nie przestał mnie całować, by nigdy nie przestał mnie pieścić. Tak bardzo zmieniał się.  Jonghyun na scenie i Jonghyun w łóżku – jak dwie inne osoby, a ja kochałem obie.
-Jong…Ja zaraz… ahh~- Punkt kulminacyjny gry wstępnej był blisko, czułem to. Przyśpieszył ruchy, a ja wygiąłem ciało w łuk, dochodząc w jego usta.
-Jesteś słodki kochanie. – Powiedział i pocałował mnie w usta na dłuższą chwile. Rozpiął spodnie i zdjął je razem z bielizną zaczynając mnie przygotowywać.
-Nie. –Powiedziałem stanowczo, ujrzałem zaskoczoną minę i dokończyłem. – Nie chce przygotowań… Proszę pieprz mnie…
-Z przyjemnością. – Wyjął z szafki nocnej lubrykant i nałożył trochę na swojego penisa i moje  ‘wejście’, po czym wszedł we mnie jednym zdecydowanym ruchem. Łzy napłynęły mi do oczu pod wpływem bólu, wiedziałem, że im szybciej zacznie się poruszać, tym prędzej poczuje przyjemność.
-Proszę…Jjong dalej… – Kochanek natychmiast wypełnił prośbę poruszając się powoli w moim wnętrzu. Przyśpieszył ruchy, idealnie trafiając w mój kolejny czuły punkt, z każdym uderzeniem przepływała przeze mnie fala przyjemności i nieznośnego gorąca. Dostosowałem się do jego ruchów i poruszałem biodrami w jego rymie. Wbiłem paznokcie w jego plecy i przyciągnąłem bliżej siebie całując niezdarnie. Jęczałem mu do ucha, przegryzając jego płatek. Uczucia towarzyszące temu wszystkiemu były nie zrozumiałe nawet dla nas, można powiedzieć, że dla mnie było to spełnienie marzeń, dla niego? Pewnie zwykłym zajebiście dobrym seksem.
-Kibum…ah…zaraz…- Wyszeptał mi do ucha dochodząc w moim wnętrzu, ja również doszedłem czując ciepły ładunek nasienia w sobie. Opadł na łóżko przyciągając mnie do siebie i dysząc ciężko. – Jesteś wspaniały kochanie.
-I viceversa.– powiedziałem cicho, wtulając się w jego spocony tors. Okrył mnie kołdrą i przytulił mocniej, całując w czoło. – Kocham cię Jonghyun… -szepnąłem, po czym zasnąłem.
Obudziłem się rano, a jego nie było. Dziwne, zazwyczaj musiałem go budzić. Wstałem, ubrałem się i wyszedłem z pokoju. Zastałem Jjonga siedzącego na kanapie i oglądającego jakąś głupią dramę. Spojrzał na mnie i od razu odwrócił wzrok, nie rozumiałem o co chodzi, ale mało mnie to obeszło. Poszedłem do kuchni i zrobiłem kawę, z przyzwyczajenia wyjąłem dwa kubki i zaparzyłem również dla Jonghyuna. Wziąłem parujące napoje i zaniosłem do salonu.
-Chcesz kawę?– Spytałem kładąc kubki na stole. Nie odpowiedział, dalej wpatrywał oczy w telewizor. –Halo? Ziemia do Jjonga? –Pomachałem mu dłonią przed oczami.
-Czego chcesz? – Spytał ozięble, lub wręcz wrednie.
-Spytałem czy chcesz kawę… – Powiedziałem spuszczając głowę, sposób w jaki się odezwał zabolał.
-Nie, nie chcę… Coś jeszcze?
-N-nie.
-Cudownie. –Powiedział jeszcze bardziej niemile.
-O co ci kurwa chodzi Jjong? – Nie będzie używał w stosunku do mnie takiego tonu. Co to,to nie. Rozejrzał się po pokoju i spojrzał na mnie z poważną miną.
-Pamiętasz co na początku tego naszego ‘związku’ mi i sobie obiecałeś?
-Tak.
-Więc czemu kurwa nie dotrzymujesz obietnic? – Podniósł głos, ale przypominając sobie, że reszta zespołu wciąż śpi, ściszył go.
-Jakbyś mówił jaśniej byłbym wdzięczny.  – burknąłem.
-Chodzi mi oto co powiedziałeś wczoraj, te twoje przeklęte ‘kocham cię.’… -Spuściłem głowę rumieniąc się.
-Słyszałeś… ?
-Tak kurwa, słyszałem.
- Więc? Nie zamierzam się tego wypierać, kurwa JJong kocham Cię. I nie kłam, że ty nic do mnie nie czujesz.
-Nic. Do. Ciebie. Nie. Czuje. Dotarło? Gdybym nawet chciał związku, to na pewno nie z tobą. – Każde kolejne słowo raniło, uderzało w moje serce i cięło je na kawałki.
-Jong… ty skończony debilu. Myślisz czasami co mówisz?! – Łzy napłynęły mi do oczu.
-Key ucisz się, chyba nie chcesz by się o tym dowiedzieli. – Powiedział.
-Gówno mnie to obchodzi, niech się kurwa cały świat dowie!– Poszedł do mnie, złapał moje nadgarstki i przyparł do ściany.
-Ja cię proszę zamknij się, nikt ma się nie dowiedzieć, zrozumiałeś? – Mimo że nie był to jakiś przyjemny dotyk, mimo to wciąż przechodziły mnie dreszcze.
-Będziesz mi groził? Może jeszcze mnie pobijesz? – Spytałem wpatrując się w jego czekoladowe oczy.
-Nie, Kibum zrozum… – Puścił moje dłonie i przejechał opuszkami palców po moim policzku. –Nie jestem na to gotowy.
-Ty nigdy nie będziesz gotowy… Jeśli teraz nie zaryzykujesz, nigdy więcej nie będziesz miał tej szansy. –Odepchnąłem go delikatnie i wyszedłem z pokoju. Musiałem wszystko przemyśleć. Założyłem buty, wziąłem telefon i paczkę fajek i wyszedłem z domu. Spacer będzie dobrym rozwiązaniem. Krążyłem po parku niedaleko naszego domu, bez żadnego większego powodu. Usiadłem na ławce, zapaliłem papierosa i powoli wciągałem dym do płuc. Dokładnie wiem jak to szkodzi i czym może się skończyć. Szkoda, że nie wiedziałem czym szkodzi i czym może się skończyć mój ‘związek’ z Jonghyunem. Nie podejrzewałem, że mógłby zrobić coś takiego.  Sam zaprzecza swoim słowom, jakby zapomniał jakie to słowa szeptał jeszcze niedawno do mego ucha. Jakby zupełnie inna osoba. Jakby zamienił się mózgiem z mrówką. Wstałem, a nogi same poniosły mnie do pobliskiego baru. Mieszkamy w dość odludnej dzielnicy, więc szansa, że zobaczy mnie ktoś z mediów lub fan były nikłe. Usiadłem w rogu knajpy i zająłem się opróżnianiem butelki. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz