Wciąż
byliśmy przyjaciółmi, tak naprawdę między nami nic się nie
zmieniło. Pomijając fakt, że ja byłem w nim szaleńczo zakochany,
no i czasami pieprzyliśmy się po kątach jak króliki. Nic się nie
zmieniło. Ludzie często nam mówili, że jesteśmy najbardziej
zgraną parą ‘przyjaciół’ jaką zaszczyt im było poznać.
Szkoda tylko, że nie widzieli co robimy po nocach. Choć może nie
szkoda, w sumie to dobrze. Nie mogliby wiedzieć. Gdyby znali prawdę
już nigdy więcej nie popatrzyliby na nas tak samo, może nawet nie
chcieli by patrzeć. Patrzyli by na nas z obrzydzeniem, wyzywali od
‘pedałów, ciot itd. Dlatego też razem zdecydowaliśmy nigdy im o
tym nie powiedzieć. To był nasz brzydki, brudny sekrecik. Podczas
kolejnego występu, za kulisami szepnął do mnie ‘Wyglądasz
szaleńczo seksownie w tych spodniach Kibum …’ Po
tych słowach dokładnie wiedziałem co będziemy robić po
występnie, gdy już zejdziemy z tej przeklętej sceny i wrócimy do
domu. Wiedziałem, że przez całą noc będzie szeptać mi do ucha,
tym swoim ochrypłym z podniecenia głosem, różne niegrzeczne
słowa. Że bedzie z usmiechem na ustach patrzył jak wiję się w
jego ramionach. Że będzie robił ze mną wszystko co tylko
przyjdzie mu do głowy. Wszystko to było naszym i tylko naszym
zakazanym owocem, jakże słodkim owocem. Od początku wiedziałem,
że ten pierwszy raz po pijaku,nie będzie naszym ostatnim. Gdy raz
spróbujesz czegoś tak nieprzyzwoicie słodkiego, nie będziesz miał
dosyć. I tak właśnie było, mimo że każdy nasz ‘raz’ był
ostrzejszy, bardziej doświadczony, trzeba przyznać, zawsze było
inaczej. Tylko jedna rzecz była stała. Za każdym razem, dotyk jego
ust, języka,dłoni, doprowadzał mnie do euforii, czystego
szaleństwa.
-Kibum~
… -Szepnął mi do ucha, przytulając od tyłu. Odwróciłem się w
jego stronę i wpiłem w jego usta. Pogłębił pocałunek, kładąc
mi ręce na tali i przyciągając mnie bliżej.
-Jonghyun,nawet
nie wiesz jak długo na to czekałem. – Powiedziałem w przerwie
między upojnymi pocałunkami. Zamknął drzwi na klucz i popchnął
na łóżko, natychmiast sam się na nim znajdując.
-Kotku…
Ledwo się powstrzymałem, żeby nie rzucić się na ciebie podczas
występu. – Zarumieniłem się słysząc te słowa, jego słowa, w
dodatku wypowiedziane TYM głosem,doprowadzały moje serce do
palpitacji. –Gdybym tylko mógł, zerżnął bym cię i tam. –
Rzekł i wpił się agresywnie w moje wargi. Nasze usta i języki
zaczęły gorący taniec, jakby Salsę napędzaną naszymi uczuciami,
no i śliną. Zdjął, lecz może bardziej trafne było by
określenie, zdarł ze mnie bluzkę. Nie byłem mu dłużny, wkrótce
i jego koszula wylądowała gdzieś w kącie pokoju. Całował, lizał
i gryzł mą szyje, a moje ciche jęki i pomruki najwyraźniej go do
tego zachęcały. Jęknąłem trochę głośniej gdy paznokciami
krążył koła naokoło moich sutków. Dobrze wie, że to jeden z
moich czułych punktów. W pokoju robiło się coraz duszniej, a
pierwsze krople potu pływały po moim czole. Zjechał rękami pod
linie moich spodni i szybko rozpiął rozporek. Podniosłem biodra i
pomogłem mu zdjąć moje spodnie. . Leżałem pod nim tylko w
bokserkach. To nie był nasz pierwszy raz, ani nie był też drugi,
ale mimo wszystko byłem zawstydzony. Przejechał opuszkami palców,
po dość dużej już wypukłości okrytej materiałem. Cichy jęk
wyrwał mi się z ust i dotarł do jego uszu, podniósł głowę i
spojrzał na mnie, przybliżając się by skraść mi całusa,
delikatnego, krótkiego, ale czułego. Złapał za gumkę bokserek i
pociągnął w dół, ściągając je ze mnie. Uklęknął między
moimi nogami i wyciągnął się jeszcze raz by pocałować mnie w
usta. Chwycił mojego penisa w dłoń i zaczął nią poruszać,
w górę i dół. Jęczałem cicho i wiłem się pod wpływem jego
dotyku. Szelmowski uśmiech nawet na chwile nie zszedł z jego ust.
Nachylił się nad moim kroczem i jednym ruchem wsadził mą męskość
do swoich ust. Przejmujące ciepło jego ust,sprawny język i miękkie
wargi, to wszystko składało się na przyjemność niedopisania. Nie
mogłem czysto myśleć, ba, nie mogłem wcale myśleć. Teraz
najważniejsze było dla mnie to by nigdy nie przestał mnie dotykać,
nigdy nie przestał mnie całować, by nigdy nie przestał mnie
pieścić. Tak bardzo zmieniał się. Jonghyun na scenie i
Jonghyun w łóżku – jak dwie inne osoby, a ja kochałem obie.
-Jong…Ja
zaraz… ahh~- Punkt kulminacyjny gry wstępnej był blisko, czułem
to. Przyśpieszył ruchy, a ja wygiąłem ciało w łuk, dochodząc w
jego usta.
-Jesteś
słodki kochanie. – Powiedział i pocałował mnie w usta na
dłuższą chwile. Rozpiął spodnie i zdjął je razem z bielizną
zaczynając mnie przygotowywać.
-Nie.
–Powiedziałem stanowczo, ujrzałem zaskoczoną minę i
dokończyłem. – Nie chce przygotowań… Proszę pieprz mnie…
-Z
przyjemnością. – Wyjął z szafki nocnej lubrykant i nałożył
trochę na swojego penisa i moje ‘wejście’, po czym wszedł
we mnie jednym zdecydowanym ruchem. Łzy napłynęły mi do oczu pod
wpływem bólu, wiedziałem, że im szybciej zacznie się poruszać,
tym prędzej poczuje przyjemność.
-Proszę…Jjong
dalej… – Kochanek natychmiast wypełnił prośbę poruszając się
powoli w moim wnętrzu. Przyśpieszył ruchy, idealnie trafiając w
mój kolejny czuły punkt, z każdym uderzeniem przepływała przeze
mnie fala przyjemności i nieznośnego gorąca. Dostosowałem się do
jego ruchów i poruszałem biodrami w jego rymie. Wbiłem paznokcie w
jego plecy i przyciągnąłem bliżej siebie całując niezdarnie.
Jęczałem mu do ucha, przegryzając jego płatek. Uczucia
towarzyszące temu wszystkiemu były nie zrozumiałe nawet dla nas,
można powiedzieć, że dla mnie było to spełnienie marzeń, dla
niego? Pewnie zwykłym zajebiście dobrym seksem.
-Kibum…ah…zaraz…-
Wyszeptał mi do ucha dochodząc w moim wnętrzu, ja również
doszedłem czując ciepły ładunek nasienia w sobie. Opadł na łóżko
przyciągając mnie do siebie i dysząc ciężko. – Jesteś
wspaniały kochanie.
-I
viceversa.– powiedziałem cicho, wtulając się w jego spocony
tors. Okrył mnie kołdrą i przytulił mocniej, całując w czoło.
– Kocham cię Jonghyun… -szepnąłem, po czym zasnąłem.
Obudziłem
się rano, a jego nie było. Dziwne, zazwyczaj musiałem go budzić.
Wstałem, ubrałem się i wyszedłem z pokoju. Zastałem Jjonga
siedzącego na kanapie i oglądającego jakąś głupią dramę.
Spojrzał na mnie i od razu odwrócił wzrok, nie rozumiałem o co
chodzi, ale mało mnie to obeszło. Poszedłem do kuchni i zrobiłem
kawę, z przyzwyczajenia wyjąłem dwa kubki i zaparzyłem również
dla Jonghyuna. Wziąłem parujące napoje i zaniosłem do salonu.
-Chcesz
kawę?– Spytałem kładąc kubki na stole. Nie odpowiedział, dalej
wpatrywał oczy w telewizor. –Halo? Ziemia do Jjonga? –Pomachałem
mu dłonią przed oczami.
-Czego
chcesz? – Spytał ozięble, lub wręcz wrednie.
-Spytałem
czy chcesz kawę… – Powiedziałem spuszczając głowę, sposób w
jaki się odezwał zabolał.
-Nie,
nie chcę… Coś jeszcze?
-N-nie.
-Cudownie.
–Powiedział jeszcze bardziej niemile.
-O
co ci kurwa chodzi Jjong? – Nie będzie używał w stosunku do mnie
takiego tonu. Co to,to nie. Rozejrzał się po pokoju i spojrzał na
mnie z poważną miną.
-Pamiętasz
co na początku tego naszego ‘związku’ mi i sobie obiecałeś?
-Tak.
-Więc
czemu kurwa nie dotrzymujesz obietnic? – Podniósł głos, ale
przypominając sobie, że reszta zespołu wciąż śpi, ściszył go.
-Jakbyś
mówił jaśniej byłbym wdzięczny. – burknąłem.
-Chodzi
mi oto co powiedziałeś wczoraj, te twoje przeklęte ‘kocham
cię.’… -Spuściłem głowę rumieniąc się.
-Słyszałeś…
?
-Tak
kurwa, słyszałem.
-
Więc? Nie zamierzam się tego wypierać, kurwa JJong kocham Cię. I
nie kłam, że ty nic do mnie nie czujesz.
-Nic.
Do. Ciebie. Nie. Czuje. Dotarło? Gdybym nawet chciał związku, to
na pewno nie z tobą. – Każde kolejne słowo raniło, uderzało w
moje serce i cięło je na kawałki.
-Jong…
ty skończony debilu. Myślisz czasami co mówisz?! – Łzy
napłynęły mi do oczu.
-Key
ucisz się, chyba nie chcesz by się o tym dowiedzieli. –
Powiedział.
-Gówno
mnie to obchodzi, niech się kurwa cały świat dowie!– Poszedł do
mnie, złapał moje nadgarstki i przyparł do ściany.
-Ja
cię proszę zamknij się, nikt ma się nie dowiedzieć, zrozumiałeś?
– Mimo że nie był to jakiś przyjemny dotyk, mimo to wciąż
przechodziły mnie dreszcze.
-Będziesz
mi groził? Może jeszcze mnie pobijesz? – Spytałem wpatrując się
w jego czekoladowe oczy.
-Nie,
Kibum zrozum… – Puścił moje dłonie i przejechał opuszkami
palców po moim policzku. –Nie jestem na to gotowy.
-Ty
nigdy nie będziesz gotowy… Jeśli teraz nie zaryzykujesz, nigdy
więcej nie będziesz miał tej szansy. –Odepchnąłem go
delikatnie i wyszedłem z pokoju. Musiałem wszystko przemyśleć.
Założyłem buty, wziąłem telefon i paczkę fajek i wyszedłem z
domu. Spacer będzie dobrym rozwiązaniem. Krążyłem po parku
niedaleko naszego domu, bez żadnego większego powodu. Usiadłem na
ławce, zapaliłem papierosa i powoli wciągałem dym do płuc.
Dokładnie wiem jak to szkodzi i czym może się skończyć. Szkoda,
że nie wiedziałem czym szkodzi i czym może się skończyć mój
‘związek’ z Jonghyunem. Nie podejrzewałem, że mógłby zrobić
coś takiego. Sam zaprzecza swoim słowom, jakby zapomniał
jakie to słowa szeptał jeszcze niedawno do mego ucha. Jakby
zupełnie inna osoba. Jakby zamienił się mózgiem z mrówką.
Wstałem, a nogi same poniosły mnie do pobliskiego baru. Mieszkamy w
dość odludnej dzielnicy, więc szansa, że zobaczy mnie ktoś z
mediów lub fan były nikłe. Usiadłem w rogu knajpy i zająłem się
opróżnianiem butelki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz