Udany występ. Owacje na stojąco. Niskie ukłony. Miliony rąk do uściśnięcia. Gratulacje od reżysera, i dla reżysera. Uroczysty bankiet, a potem nie oficjalna impreza dla obsady. Dziesiątki osób i jeszcze więcej flaszek, kolorowych drinków i innych, może trochę mniej legalnych używek. Tak się kończy ciężki dzień aktora, tuż po ostatnim występie. Brunet, mimo że może powinien, nie czuł zmęczenia. Czuł rytm muzyki, mocne basy i lekkie zawroty głowy spowodowane alkoholem. Czuł się jak ryba w wodzie. A kilka, może kilkanaście, par oczu zwróconych tylko na niego, bacznie obserwujących każdy jego koci ruch, udowadniały, że jest w tym co robi naprawdę dobry. Jedna z owych par oczu należała do współpracownika, kolegi z fachu i, można powiedzieć, że głównego nemezis wcześniej wspomnianego chłopaka. On również podziwiał wdzięki tańczącego. I, może było to spowodowane alkoholem w jego żyłach, ale chciał stać koło niego, dotykać go i tańczyć z nim, trzymając dłonie na jego ciele. Może nawet być powodem tego, że młodszy by wił się w jego ramionach, kto wie. Usłyszał ostatnie nuty piosenki i zauważył, że chłopak zbliża się do niego, choć może raczej, do baru. Stanął tuż przy nim, zawołał kelnera i zamówił jakiś kolorowy drink z iście tropikalną nazwą.
[JongHyun POV]
-No kocurku. – Jego ciemne oczy od razu zwróciły się w moją strone. – co najmniej z 10 facetów zżerało cię wzrokiem. – Przybliżyłem się do niego i, może pod wpływem alkoholu, położyłem dłoń na jego udzie i przejechałem lekko po zewnętrznej stronie, ciasno okrytej spodniami. Pochyliłem się i szepnąłem do jego ucha. – Byłem jednym z nich.
-Zabieraj łapy zboczeńcu. – Powiedział z odrazą odpychając mnie i strącając moją rękę.
-Wybacz mi, ale jesteś zabójczo kuszący, wiesz? – Spytałem.
-Mało mnie obchodzi twoje zdanie, wiesz? – Powiedział ironicznie. – Proponuje ci wyjść przed budynek, znaleźć mur i bić w niego głową tak długo, aż nie rozwalisz sobie łba, albo muru, ewentualnie, aż coś mądrego ci wpadnie do tej pustej głowy, w co wątpię, przygłupie. – Powiedział szybko, lekko się przybliżając. Odebrał napój i, co mnie osobiście zdziwiło, usiadł tuż obok.
-Zabij człowieka, za to, że próbuje być miły. – Stwierdziłem zrezygnowany.
-Bardziej za to, że jest pijany, nachalny i … jakbyś nie zauważył, raczej się nie lubimy. Co raczej nie wyszło z mojej inicjatywy. -Wytłumaczył.
-W takim razie mogę cię za tamto przeprosić. – Powiedziałem szczerze.
-Nie potrzebuje i nie chce twoich przeprosin. Wolałbym, żebyś się odwalił i dał mi spokój. – Powiedział bez emocji. – Mam wystarczającą ilość przyjaciół.
-Ale to niedobrze robić sobie wrogów Key.
-No błagam cię, nie rośmieszaj mnie… Powiedział to koleś, który ciągle mnie wyzywa od najgorszych, próbował zastraszyć i w dodatku pobić… – W jego oczach była pogarda.
-No tak, masz racje. Przepraszam za to, naprawdę. – ‚Miły i uprzejmy Kim JongHyun, korzystajcie, to się często nie dzieje.‚
-Nie potrzebuje i nie chce twoich przeprosin.- Powtórzył.
-Ale ja chce cię przeprosić, więc przyjmij te jebane przeprosiny. – ‚Mówiłem, że to długo nie potrwa?’
-Nie unoś się i, dobrze, przyjmuje przeprosiny, ale nie oczekuj, że nagle się polubimy. – Powiedział, chyba nawet lekko się uśmiechając. Zawołałem kelnera i zamówiłem dwa shoty, które wypiłem oba, naraz.
-A zatańczysz ze mną? – spytałem.
-Poważnie? – Patrzył ze zdziwieniem.
-No poważnie, jestem pijany, ty jesteś pijany, zrzućmy to na alkohol, choć na parkiet i nie daj się prosić. – Uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
-No… dobra. Ale łapy przy sobie. – Zaznaczył.
-Rączki mam tutaj. – Zaśmiałem się. Wyszliśmy na środek parkietu i zaczęliśmy tańczyć. Pierwsza piosenka minęła dość szybko. W połowie drugiej przybliżyłem się nieznacznie do drugiego chłopaka. Przy trzeciej piosence zasada ‚łapek przy sobie’ poszła się jebać, razem z tą naszą wzajemną wrogością. Moje dłonie delikatnie spoczywały na jego biodrach, usta przy jego uchu, za to tyłek Kibuma gdzieś niedaleko mojego krocza. Przy czwartej piosence, rzeczy takie jak ‚osobista przestrzeń’, czy ‚subtelność i delikatność’ kompletnie zniknęły… no cóż, piątej piosenki już nie słyszeliśmy. Byliśmy zbyt zajęci szaleńczym całowaniem się męskim kiblu. Przypierałem Kibuma do ściany całym swoim ciałem, mocno oplatając dłonie na jego talii, on za to owinął dłonie naokoło mojej szyi, wplatając palce jednej ręki w moje włosy, a paznokciami drugiej lekko drapał moją szyje. To przez alkohol, na pewno przez alkohol. NA STO PROCENT PRZEZ ALKOHOL. Co nie zmienia faktu, że jego usta były cudowne, słodkie i gorące, zresztą jak całe jego ciało. Przerwał pocałunek, żeby zaczerpnąć powietrza.
-Co m-my właściwie robimy…?
-Jak to co? Całujemy się. – Powiedziałem wprost do jego ucha, gryząc jego płatek. Poczułem jak przez jego ciało przechodzi dreszcz i jak jego paznokcie wbijają się trochę mocniej w moją szyje.
-Pożałujemy tego. – Żekł.
-Tak wiem. Ale mam na to wyjebane. – Uśmiechnąłem się i pocałowałem go mocniej, można powiedzieć drapieżnie. Chciałem korzystać puki mogłem, nie wiadomo kiedy następnym razem, i czy w ogóle kiedykolwiek, będę mógł go całować.
Nastepnego dnia, rano.
[Key POV.]
-Bummiee~! Wstawaj śpiochu. – Powiedziała wchodząc do mieszkania. – Szkoda czasu na spanie, patrz jaki piękny, słoneczny sobotni poranek!
-Piękny, słoneczny sobotni poranek. – Prychnąłem przecierając oczy. – Znaczy, o ile nie masz kaca i chęci urwania sobie łba. – Dodałem.
-Oh, no tak. Biedactwo! – Zaćwierkotała.
-Coś ty taka pogodna dzisiaj? – Spojrzałem na nią spode łba.
-Ja jestem taka jak zawsze, to ty masz kaca i nienawiść do świata. – Zaśmiała się.
-Eh, wybacz. – Uśmiechnąłem się delikatnie do Amber. – Chcesz kawy?
-Tak, oczywiście pysiu. – Poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę. Postanowiłem, że muszę jeszcze raz przeanalizować wczorajszy wieczór. Ok. Najpierw był występ. Gratulacje, sracje, owacje i reszta tego shitu. Potem klub… I tu zaczynało być niejasno. Ok, klub. Napiłem się, poszedłem potańczyć, wróciłem do baru, napiłem się, poszedłem potańczyć, wróciłem do baru, znowu, napiłem się, znowu… Jonghyun. Spotkałem tego debila. Rozmawialiśmy? Tak, ok, rozmawialiśmy. Poszedłem z nim zatańczyć, kurwa, robi się coraz gorzej. Kubek pełen kawy wypadł mi z rąk i roztrzaskał się na kafelkach. – Ja… ja… całowałem się z Jongiem.
-Co mówisz? – Zapytała najwyraźniej słysząc moje gadanie do siebie.
-Całowałem. Się. Z pierdolonym. Kurwa mać. KIMEM JONGHYUNEM. Japierdole. Trzymaj mnie bo się przewrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz