Długi tunel, można by powiedzieć, że nie ma końca. Sam nie wiem jak długo już nim idę. Może wieczność? Dlaczego już dawno się nie poddałem? Czy kiedykolwiek gdzieś dojdę? Prowadzi mnie tylko czyjś głos. Czyj to głos? Jest bardzo znajomy. Skąd ja go znam? Czy znam tą osobę? Mam wrażenie, że znam ją od zawsze. Nie, nie od urodzenia. Od zawsze, a może nawet jeden dzień dłużej. Co ten głos woła? To przecież moje imię. Skąd on wie jak się nazywam?
Tyle pytań, żadnych odpowiedzi. Głos jest coraz bliżej. Czyjaś sylwetka, wyraźniejszy i głośniejszy głos, wciąż wzywa moje imię. Jest prawie przy mnie, na wyciągnięcie ręki. Staje blisko mnie, ale nie widzę jego twarzy. Co się dzieje? Wszystko staje się niewyraźne, poza jego głosem. Wszystko zlewa się w jedną, szarawą plamę. Znikło.
Dźwięk budzika, obudziłem się. Wciąż słyszę jego głos, gdzieś głęboko w sercu, wciąż mnie woła.
Znowu miał ten sen, ten sam który męczy go od tak długiego czasu. W tym śnie nie ma krwi, ran, ostrych sztyletów, ani bólu. Sam właściwie nie wiedział czy to koszmar, czy coś nieskazitelnie pięknego. Widział to wszystko. Te sceny, tak wiele razy, że pamiętał każdy szczegół wyśnionych obrazów. Sen był krótki, nie opowiadał żadnej dramatycznej, ani długiej jak hiszpańskie telenowele, historii. Sama jego tragiczna niezrozumiałość, doprowadzała go do szaleństwa. Mimo, że śniło mu się to tak wiele razy, dalej nie potrafił rozszyfrować symboliki i sensu owych scen. Tajemnica usłana aksamitnym głosem osoby, którą wydawało mu się znać, a jednocześnie kompletnie obcej. Szukał chłopaka ze snu, prowadzony jedynie wspomnieniem jego głosu. Skąd w ogóle miał pewność, że postać którą wyśnił, istnieje…? Tu właśnie tkwił problem. Nie wiedział czy kiedykolwiek odnajdzie chłopaka, ale skoro tak często mu się śnił, to musiało coś znaczyć, nic przecież nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma jakąś ukrytą prawdę, ukryty sens, lub tajemnice. Może sensem jego życia jest poszukiwanie? Każdy ma jakiś cel w życiu, niektórzy marzą o zdobyciu Mount Everest, inni śnią o wielkiej sławie, a jego celem było odnalezienie chłopaka, który mącił jego senny i nocny spokój, który zaprzątał jego myśli i bez pytania wdarł się do jego serca, niczym drzazga. Zakochał się w sennej zmorze i nic nie mógł zrobić by temu zaprzeczyć. Jego serce, dusza, oraz on cały należały do chłopaka ze snu, o aksamitnie głębokim głosie…
-Bumieee~ ! Bumie? Śpisz? –Zapiszczała, jakby wprost do jego ucha, przez co miał wrażenie, że ten piskliwy głosik wwierca mu się w czaszkę.
-Nie, skąd. Oglądam powieki od wewnątrz. – Powiedział zirytowany nagłą pobudką. – Czego chcesz?
-Przepraszam, że cię obudziłam, ale się ubieraj. Zaraz wychodzimy! – Śliczna blondynka uśmiechnęła się przepraszająco i usiadła na fotelu naprzeciwko niego. Krystal, bo tak było jej na imię, miała idealne wymiary, była lekko głupiutka, ale jednocześnie była najlepszą przyjaciółką Kibuma. I mimo, że czasami miał ochotę wyrzucić ją przez otwarte okno z trzeciego piętra, na przykład teraz, nie zamienił by jej na nic innego.
-Kto cię wpuścił do mojego mieszkania?
-Sam mnie wpuściłeś, pamiętasz? Dorobiłeś mi klucz i powiedziałeś żebym czuła się jak w domu, głuptasku !
-Musiałem być pod wpływem czegoś naprawdę strasznego skoro gadałem i robiłem takie głupoty… A teraz wyjdź, chcę spać… – Zakrył twarz poduszką i zamknął oczy, próbując ponownie zasnąć.
-Bumie ! Pamiętasz jak ci opowiadałam o tym moim koledze, który tak strasznie chciał cię poznać? – Zaćwierkotała radośnie, nie zważając na poprzednie słowa blondyna. – Brunet, czekoladowe oczy, umięśniony. No wiesz, CHCIAŁ CIĘ POZNAĆ.
-Spadaj, właśnie mnie obudziłaś ze snu gdzie miałem takich trzech, niszczysz mi życie, wyjdź. – Warknął.
Pół godziny później, nie wiadomo jak i dlaczego znajdował się w samochodzie uporczywej przyjaciółki. Byli w drodze do kawiarni by spotkać się z znajomym Krystal. Skoro tak bardzo go zachwalała, może jest w tym choć ziarenko prawdy. A jeśli nie to prześpi się z nim i zostawi. Jak całą resztę. Tuż po wejściu do lokalu, świergocąca już od rana blondynka, rozejrzała się po wszystkich zajętych stolikach, po czym uśmiechnęła się i podreptała do jednego z nich przy którym siedział naprawdę przystojny brunet. Czyli jednak jest ziarno prawdy w tym wszystkim.
Był zajebisty. Cóż więcej mówić… I wszystko wyglądało jak zapowiadający się ‚gorący, hiszpański flirt pod palmami’ dopóki się nie odezwał.
-Cześć, miło cię poznać, Kri dużo mi o tobie mówiła, jestem Kim Jonghyun. – Wyciągnął rękę w jego stronę z zamiarem przywitania się. A ja stałem jak wryty próbując złączyć wszystko w całość. Głos ze snu = Kim Jonghyun. Nie, nie, nie. Musiało mi się wydawać. To nie jest możliwe. Takie przypadki nie istnieją w realnym świecie. -Wszystko w porządku? - To on. To od początku był on.
-T-tak. Kri cho-odź na chwile… – Zdezorientowany brunet tylko kiwnął i z powrotem usiadł. A jeszcze bardziej zdezorientowana blondynka podążyła za Kibumem w stronę toalet. Stanął nagle po środku korytarza.
-To on.
-Co? Jaki on?
-No on. Ze snu… - Jest głupia, czy tylko udaje?
- Co, ale jak? Skąd to wiesz?
-Nie ogłuchłem chyba. Jedyne co wiem o ‚wyśnionej zjawie’ – Powiedział z ironią i pół uśmiechem. – to jego głos. I to jest ten głos. Ten pierdolony głos którym mówi ten pierdolony Kim Jonghyun do kurwy nędzy. I co ja mam teraz ***** zrobić? ‚Cześć jestem Kibum, śnisz mi się od pół roku.’ No chyba żart… Jak to ***** możliwe, jesteśmy w pierdolonej narnii? Czy dalej w Korei?
-Uspokój się. – Wzięła trzy wdechy i kontynuowała. – Nawet jeśli to on. Nawet jeśli, to przecież nie musi oznaczać, że nagle love forever i tego typu bzdury. -Jej akcent jest naprawdę bardzo kiepski… - Po prostu go poznaj, ok? Dowiedź się o nim więcej, w tedy się przekonasz czy to on czy nie.
-Dobra, dobra. Damy rade.
-Tak! Hwaiting oppa!
-Jesteś głupia… – Powiedział z udawanym uroczym uśmiechem, odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę stolika. Diva style-mode on. – Przepraszam za tą sytuację. To co, zaczynamy od nowa? – Uśmiechnął się najcieplej jak tylko potrafił. To ten uśmiech po którym jego kochankowie gubią spodnie, portfele, albo serca.
-Jasne, że tak. Jak to było… A tak. Cześć, miło cię poznać, Kri dużo mi o tobie mówiła, jestem Kim Jonghyun. – Zaśmiał się cicho i ponownie podał rękę, która tym razem spotkała się z ręką drugiego chłopaka. Aksamitna skóra.
-Jestem Kim Kibum, ale przyjaciele mówią mi Key. Również mi miło cię poznać. – Usiedli i nawet nie zauważyli kiedy Krystal zniknęła, a kelnerka przyniosła zamówienie. Siedzieli i rozmawiali trzy godziny. Młodszy Kim dziwił się, że można aż tak dobrze dogadywać się z kimś kogo zna się tak krótko.
-Mam propozycje, oczywiście jeśli nie masz dzisiaj już żadnych planów. – Rzekł patrząc prosto w oczy Key.
-Mam dzisiaj wolne. A dlaczego pytasz?
-Myślałem o kinie, albo długim spacerze pod gwiazdami. – Zaśmiał się. Urocze. - No wiesz, wszystko to co robi się na randkach.
-Randkach? Ooo, nie wiedziałem, że jestem na randce. -Udał zaskoczonego, mimo że tak naprawdę skakał w duchu ze szczęścia.
-No chyba, że nie chcesz…
-Kino powinno być fajne, to co, zbieramy się?
-Ty naprawdę jesteś, aż taką divą jak mówi twoja przyjaciółka, co? -Spytał żartobliwie.
-Oczywiście, że jestem. – Zaśmiał się i wstał ,zabierając swoje rzeczy. Po chwili już znajdowali się na sali kinowej. Młodszy bał się horrorów, ale oczywiście nie powiedział tego drugiemu. Bo po co. Od tego są horrory na randkach, któraś strona musi się bać. Nie musiał długo czekać. Już po chwili na wielki ekran wyskoczył przerażający samotnik z piłą mechaniczną w rękach. Kibum pisnął i podskoczył, zakrywając oczy dłonią. Po chwili poczuł delikatny uścisk na drugiej ręce, której akurat nie przyciskał do twarzy. Przeszedł go dreszcz i poczuł lekkie gorąco na policzkach. Ich spojrzenia się skrzyżowały, a na usta wszedł uśmiech. Jejku, jak ja się cieszę, że dzisiaj jednak wstałem z łóżka. Cała reszta filmu nie wydawała się już taka straszna, choć może to dlatego, że nie zwracał za bardzo na niego uwagi. Obchodziły go tylko ich splecione palce i delikatność skóry starszego.
-Bałeś się? -Spytał po wyjściu z sali kinowej.
-Ja? Nie, nie bałem się, a ty?
-Nie ładnie kłamać.
-Mówił ci ktoś kiedyś, że wyglądasz jak dinozaur?
- Nie zmieniaj tematu. I tak, mnóstwo osób. W liceum mówili na mnie Dino. – Zaśmiał się i wyszedł z kina.
-Ale ja wcale nie zmieniam tematu, ja tylko pytam. Wyglądasz trochę jak tyranozaur. Albo coś innego co kończy się na Zaur.
- A ty za to wyglądasz jak Diva i co?
-Wiesz, że to dziwny zbieg okoliczności. Na mnie w liceum mówili ‚ta pedalska diva’.
-Jakbym chodził z tobą do tego samego liceum, to nie mógł bym oderwać od ciebie oczu, zresztą tak jak teraz. – Key nie wyglądał na wstydliwą osobę, ale taką był. Purpura na policzkach to była rzadkość, ale sam tego nie kontrolował, zwłaszcza teraz.
-Mówisz? To miłe. – Najszybsza droga do jego domu w całym jego życiu. -To był naprawdę miły dzień, musimy powtórzyć, prawda? – Uśmiech numer 7.
-Oczywiście, jak najszybciej. – Młodszy, ale mimo wszystko wyższy chłopak podszedł do Jonghyuna i złożył na jego ustach pocałunek. Po chwili starszy przyciągnął go bliżej i pocałował go mocniej, sprawiając, że kolana drugiego zrobiły się miękkie.
-Zazwyczaj nie daje się całować na pierwszej rance… Teraz już na pewno musi być druga, wiesz jakie są zasady.
-Nie mogę się doczekać, dobranoc piękny.
-Dobranoc Dino. -Na wciąż miękkich kolanach wszedł od mieszkania.
-No i jak? – Podskoczył ze strachu słysząc czyjś głos tuż przy uchu. Krystal.
-OMAMO. Nie strasz mnie tak! Co ty tu w ogóle robisz? IDŹ DO DOMU! – jego serce dalej biło jak oszalałe od szoku i może nie tylko od szoku.
-Ojej, czy to rumieńce?! Gadaj jak było na randce, czekałam tu na ciebie godzinę, myślałam, że już dawno wróciłeś! Jest 21!
-Byliśmy jeszcze w kinie… Nie ekscytuj się tak.
-Martwiłam się, myślałam, że cie porwał, zamknął i poćwiartował. Czy coś.
-Wysłałabyś mnie na randkę z kimś takim?
-Tak, pozbyłabym się ciebie w końcu.
-Nie masz za grosz rozumu, ani poczucia humoru tym bardziej. Tam jest okno, wyjdź nim.
-Wyjdę drzwiami, ale dziękuje za propozycje. Mój Key się zakochał! WKOŃCU! -Zaćwierkała ostatni raz i wyszła, nareszcie. Po tak cudownym dniu potrzebował snu, dużo snu. Chociaż sam nie wiedział, czy sny będą piękniejsze niż rzeczywistość, warto sprawdzić. I wiedział, że dzisiaj nie przyśni mu się chłopak, ani długi tunel, bo przecież sen stał się prawdą, a główny jego bohater nazywa się Kim Jonghyun. Już wkrótce JEGO Kim Jonghyun.