poniedziałek, 29 lipca 2013

I need vodka. ~ [4/?]

-Chcą wystawić coś takiego w publicznym teatrze? - Spytała czytając skrypt. - U nas w kraju? W Korei? - Przytaknąłem. - Krytycy i fanatycy religijni spalą ten teatr z obsadą w środku, czy on sobie zdaje z tego sprawę?
-Nie mam pojęcia. Ale chyba on i Jonghyun biorą to samo bo mają takie same symptomy. Kompletny debilizm i tyle. - Powiedziałem. - Dzwonie do niego. Przemowie mu do rozumu. - Wybrałem numer i wcisnąłem zieloną strzałkę. - Jinki.
-Kibum, czekałem na twój telefon, przeczytałeś już scenariusz?
-Drogi panie menadżerze, czy pana do końca już pokurwiło na łeb? - Spytałem spokojnie.
-Akt 2 widzę też już przeczytałeś, i jak?
-Chce pan, żeby nas rozpierdolili na kawałki, razem z budynkiem teatru, prawda?!
-Nie, skąd. Chce wystawić sztukę, w której ty i Jonghyun będziecie grali.
-Nie zgadzam się. - W słuchawce usłyszałem śmiech.
-Ale tu nie ma nic do zgadzania się, grasz i koniec. Masz podpisany kontrakt i będziesz grał, to co ja ci każe grać. Nie obchodzi mnie czy nienawidzisz Kima, czy go kochasz, czy chcesz mu obciągnąć. Polecisz z nim w ślinę na środku pierdolonej sceny, koniec, kropka. - Zaśmiał się. - Widzimy się jutro w teatrze, punkt 10. - Powiedział i się rozłączył.
-Wszystko w porządku? - Spytała Amber.
-Podetnę sobie żyły, albo strzele sobie w głowę. - Powiedziałem odkręcając ponownie butelke. - Debile. WSZEDZIE DEBILE.
***

Godzina 9:48
Tak jak zazwyczaj kocham swoją prace i bycie aktorem, teraz o milion razy bardziej wolałbym pracować jako śmieciarz, albo kopać rowy w pełnym słońcu.
Godzina 9:53
Prostytucja jest już nawet przyjemniejszą perspektywą. Pierdolisz się i ci jeszcze za to płacą. Żyć, kurwa, nie umierać.
Godzina 9:57
Zabijcie mnie.
Godzina 9:58.
Albo ja kogoś zabije. Najlepiej pewnego niewyrośniętego idiotę, o wyglądzie dinozaura.
Godzina 9:59.
Oraz takiego jednego frustrata seksualnego, uzależnionego od kurczaków, skończonego debila.
Godzina 10:00.
O wilku mowa. Jak mi żyłka dzisiaj nie pierdolnie, to możemy uznać to za cud.
-Kibum, dzień dobry. Jak ci się spało? - Spytał jak gdyby nigdy nic Jinki.
-Przezajebiście w chuj.
-Witaj Onew i dzień dobry kociaku. - Kolejny cichociemny pojeb dążący do uaktywnienia we mnie chęci ludobójstwa.
-Nie wkurwiaj mnie od rana, proszę. - Posłałem w jego stronę mordercze spojrzenie.
-Ktoś tu wstał lewą nogą.
-Nie, u mnie wszystko w porządku. Was coś najwyraźniej popierdoliło, zwłaszcza ciebie Lee. - Fuknąłem.
-Specjalnie dla ciebie kochany, zaczniemy dzisiaj czytanie od aktu 2, sceny 4. - Zaśmiał się. - Nie musisz dziękować. - Pojebie mnie, no przyrzekam. -Kim pierwszy i Kim drugi, zaczynajcie.
***

-Na dzisiaj kończymy, dziękuje. - Rozległ się głos, oznaczający koniec moich męczarni. - Kibum, Jonghyun, przećwiczcie jeszcze na osobności swoją główną scenę. - W sali rozległ się śmiech. -Wyszedłem z pomieszczenia i prawie wbiegłem do swojej garderoby z zamiarem zabrania swojej torby i jak najszybszego opuszczenia Teatru.
-Key, czekaj chwile. - Odwróciłem się i zobaczyłem Jonghyuna.
-Czego chcesz? - Prychnąłem.
-Spokojnie, chce tylko pogadać.
-O czymś konkretnym, czy po prostu masz ochotę pomielić jęzorem?
-Wolałbym używać ust do czego innego, również związanego z tobą, ale wiesz, przyjemności kiedy indziej. - Wyszczerzył się. - Chodzi mi o nasz sceniczny pocałunek.
-Posłuchaj mnie, prehistoryczny gadzie z mózgiem wielkości ziarenka piasku. Co ma być to będzie, nie mam na to żadnego wpływu. Jest miliard innych rzeczy, które bym wolał od ponownego wymieniania śliny z tobą, chciałbyś, żebym je przytoczył?
-Daruj sobie kociaku. Chciałem tylko powiedzieć, że zrobie to z przyjemnością. - Zbliżył się do mnie i położył dłoń na moim policzku i przejechał kciukiem po moich wargach. - Kto jak kto, ale ty potrafisz całować.
-Nienawidzę cię.

-Jestem prawie pewny, że już to mówileś. - Powiedział i jednym ruchem pchnął mnie na ścianę i wbił boleśnie w moje usta. Oddałem pocałunek walcząc o dominacje, ale niestety przegrałem, co skwitowałem mruknięciem. Przesunął dłonią po moim boku wywołując dreszcz. Wsunąłem dłoń w jego włosy przyciągając bliżej i pogłębiając pocałunek. Serce biło mi niewyobrażalnie szybko, a po głowie krążyły mi dziwne myśli, takie z którymi nie do końca chciałem się pogodzić. Ale jedno trzeba mu przyznać. Całować to on potrafi.. 

I need vodka ~ [3/?]

[...]
-Czekaj chwile. Tym Kimem Jonghyunem? – Wybuchnęła śmiechem. – Poważnie, Key, poważnie?
-Tak tym, dokładnie tym. I to wcale nie jest zabawne Amber! – Schowałem twarz w dłoniach. – Boże, nigdy więcej nie pije. Ani łyka, ani kropelki…
-Przesadzasz. – Powiedziała klepiąc mnie po plecach. – To tylko całowanie, przecież się z nim nie przespałeś… Prawda?
-Amber, ja cię proszę, bądź poważna. – Spojrzałem na nią z wyrzutem. – Nie ma na świecie takiej ilości alkoholu, którą musiałbym wypić, żeby się z nim przespać. Never, ever.
-Dobrze, dobrze. Tylko się upewniam pysiu. – Uśmiechnęła się. – I co teraz?
-Nie wiem, nie chce wiedzieć… Jak ja się pokaże w tym pierdolonym teatrze? Jestem pewny, że zrobił to, żeby mi udowodnić, że jestem dziwką. O nie, co to to nie. Zniszczę go. On nawet się jeszcze nie spodziewa. Zniszczę. Zgniotę. Zmiażdżże. – Zawarczałem.
-Spokojnie. Wdech, wydech. To nie jest koniec świata przecież. Byłeś pijany, a po alkoholu robi się różne rzeczy. A poza tym, przecież jakby nie spojrzeć, to on całował się z tobą, a nie tylko ty z nim. – Rzekła spokojnie. – Porozmawiaj z nim, wytłumaczcie sobie to, wszystko będzie dobrze, panikaro. – Zaśmiała się cicho.
-Wszystko będzie dobrze, tak, masz racje, wszyściuteńko. - Pozytywizm Key, patrz na plusy. Tylko najpierw je kur** znajdź…
-Dobra, masz jakieś plany na dziś?
-Muszę iść do teatru, dowiedzieć się co i jak z nową sztuką i odebrać scenariusz, potem jestem wolny. - Przewracało mi się w żołądku, jak tylko pomyślałem, że go spotkam. Przyrzekam na wszystko co mi drogie, że dzisiaj coś rozpierdolę… albo kogoś.
-Okej, trzymam za ciebie kciuki kochany.- Powiedziała czochrając moje włosy. – Ja się będę zbierać, jakby co to jestem pod telefonem, papa.
-No hej. - Za dwie godziny miałem stawić się w teatrze, na jakieś spotkanie obsady, co się równa ze spotkaniem z Jonghyunem, bo niestety, jest jej częścią. Chyba nie wytrzymam tego psychicznie. Trzeba będzie odwiedzić psychologa. ALBO LEPIEJ, od razu się zamknę w wariatkowie, będę miał spokój… Wykąpałem się, ubrałem i ułożyłem włosy. Przed wyjściem wziąłem tylko torbę i okulary, po czym zamknąłem drzwi na klucz i ruszyłem w stronę mojej przyszłej klęski i załamania psychicznego. Żegnaj zdrowy umyśle, witaj szaleństwo.

***

-O, Kibum, już jesteś. – Przywitał mnie Jinki, menadżer teatru.
-Dzień dobry. – Powiedziałem sucho.
-Co ty taki bez życia? – Zapytał jakby zmartwiony.
-Kac morderca, nie ma serca, co Kibum? – Ten głos. Oddychaj Kibum, oddychaj.
-Jakbyś mi czytał w myślach… – Uśmiechnąłem się wrednie.
-O, co, już zeszliście z wojennej ścieżki? – uśmiechnął się.
-Nawet pan sobie nie wyobraża, panie Lee. - Zaraz zedrę ci ten uśmieszek z pyska, poczekaj chwile.
-No to się cieszę. Bo oboje gracie główne role w nowej sztuce. A to dość kontrowersyjna sztuka – Powiedział, po czym wręczył nam obu skrypty.
-W jakim sensie kontrowersyjna…? – Powiedziałem, bardziej do siebie, niż co niego. Zerknąłem na Jonghyuna i nasze spojrzenia się skrzyżowały. – Na co się gapisz?
-Na ciebie kocurku. – Zaśmiał się.
-Dobrze ci radzę, nie wkurwiaj mnie. – Wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
-Szybko ci się zmienia, bo wczoraj mnie jeszcze lubiłeś, a dzisiaj cię wkurwiam?
-I co? Co teraz zrobisz, hm? Pójdziesz rozpowiedzieć swoim koleżką, że jestem dziwką? – Zapytałem zaciskając pięści.
-Nie. – Stwierdził spokojnie.
-Jak to nie? Co masz jakieś inne plany?
-Odrobinkę inne. – Powiedział cicho, zbliżając się do mnie i jednym, szybkim ruchem owinął ramie naokoło mojej talii i mnie pocałował. Zero reakcji. Szeroko otwarte oczy. Kompletny szok i szybkie odepchnięcie.
-Co ty kur** odpierdalasz?! – Wydarłem się na niego.
-To co miałem w planach na dzisiaj.
-Mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, co ty właśnie odjebałeś? Bo chyba ci się coś poprzewracało pod sufitem i to tak w *****. – Powiedziałem, już spokojniej.
-Chciałem cię pocałować, więc to zrobiłem. Przestań panikować.
-Czy ty naprawdę jesteś taki głupi? – Zapytałem. – ‚Chciałem cię pocałować, więc to zrobiłem.’ No chyba sobie ***** żartujesz, idioto. Coś ci się pomyliło… Zejdź mi z oczu. - Ominąłem go i jak najszybciej wyszedłem z budynku. Nigdy wcześniej nie dotarłem tak szybko do domu, wpadłem do mieszkania, od razu idąc w stronę kanapy i wyciągając scenariusz. Przekartkowałem go i nagle zatrzymałem. Akt 2, scena 4. Kim Jonghyun, Kim Kibum. Coś tam. Przeczytałem didaskalia i przez chwile myślałem, że zemdleje. Zabije i jednego i drugiego. Jinki masz przejeba**. Wyciągnąłem butelkę z barku i telefon z kieszeni, po czym odkręcając zakrętkę, zadzwoniłem do Amber. – Oni chcą mnie wpędzić do grobu.
-Ale kto? Co się stało, nawijaj!
-Ten debil mnie pocałował, raz, dzisiaj drugi, a ten debil Jinki chce, żebym musiał go dotykać po raz trzeci. W dodatku na scenie, przed publicznością. Nie wytrzymam tego psychicznie. – Powiedziałem na jednym wdechu. Ja przez tego debila popadnę w jakąś poważną kurwice, albo alkoholizm…

I need vodka ~ [2/?]

Udany występ. Owacje na stojąco. Niskie ukłony. Miliony rąk do uściśnięcia. Gratulacje od reżysera, i dla reżysera. Uroczysty bankiet, a potem nie oficjalna impreza dla obsady. Dziesiątki osób i jeszcze więcej flaszek, kolorowych drinków i innych, może trochę mniej legalnych używek. Tak się kończy ciężki dzień aktora, tuż po ostatnim występie. Brunet, mimo że może powinien, nie czuł zmęczenia. Czuł rytm muzyki, mocne basy i lekkie zawroty głowy spowodowane alkoholem. Czuł się jak ryba w wodzie. A kilka, może kilkanaście, par oczu zwróconych tylko na niego, bacznie obserwujących każdy jego koci ruch, udowadniały, że jest w tym co robi naprawdę dobry. Jedna z owych par oczu należała do współpracownika, kolegi z fachu i, można powiedzieć, że głównego nemezis wcześniej wspomnianego chłopaka. On również podziwiał wdzięki tańczącego. I, może było to spowodowane alkoholem w jego żyłach, ale chciał stać koło niego, dotykać go i tańczyć z nim, trzymając dłonie na jego ciele. Może nawet być powodem tego, że młodszy by wił się w jego ramionach, kto wie. Usłyszał ostatnie nuty piosenki i zauważył, że chłopak zbliża się do niego, choć może raczej, do baru. Stanął tuż przy nim, zawołał kelnera i zamówił jakiś kolorowy drink z iście tropikalną nazwą.
[JongHyun POV]
-No kocurku. – Jego ciemne oczy od razu zwróciły się w moją strone. – co najmniej z 10 facetów zżerało cię wzrokiem. – Przybliżyłem się do niego i, może pod wpływem alkoholu, położyłem dłoń na jego udzie i przejechałem lekko po zewnętrznej stronie, ciasno okrytej spodniami. Pochyliłem się i szepnąłem do jego ucha. – Byłem jednym z nich.
-Zabieraj łapy zboczeńcu. – Powiedział z odrazą odpychając mnie i strącając moją rękę.
-Wybacz mi, ale jesteś zabójczo kuszący, wiesz? – Spytałem.
-Mało mnie obchodzi twoje zdanie, wiesz? – Powiedział ironicznie. – Proponuje ci wyjść przed budynek, znaleźć mur i bić w niego głową tak długo, aż nie rozwalisz sobie łba, albo muru, ewentualnie, aż coś mądrego ci wpadnie do tej pustej głowy, w co wątpię, przygłupie. – Powiedział szybko, lekko się przybliżając. Odebrał napój i, co mnie osobiście zdziwiło, usiadł tuż obok.
-Zabij człowieka, za to, że próbuje być miły. – Stwierdziłem zrezygnowany.
-Bardziej za to, że jest pijany, nachalny i … jakbyś nie zauważył, raczej się nie lubimy. Co raczej nie wyszło z mojej inicjatywy. -Wytłumaczył.
-W takim razie mogę cię za tamto przeprosić. – Powiedziałem szczerze.
-Nie potrzebuje i nie chce twoich przeprosin. Wolałbym, żebyś się odwalił i dał mi spokój. – Powiedział bez emocji. – Mam wystarczającą ilość przyjaciół.
-Ale to niedobrze robić sobie wrogów Key.
-No błagam cię, nie rośmieszaj mnie… Powiedział to koleś, który ciągle mnie wyzywa od najgorszych, próbował zastraszyć i w dodatku pobić… – W jego oczach była pogarda.
-No tak, masz racje. Przepraszam za to, naprawdę. – ‚Miły i uprzejmy Kim JongHyun, korzystajcie, to się często nie dzieje.
-Nie potrzebuje i nie chce twoich przeprosin.- Powtórzył.
-Ale ja chce cię przeprosić, więc przyjmij te jebane przeprosiny. – ‚Mówiłem, że to długo nie potrwa?’
-Nie unoś się i, dobrze, przyjmuje przeprosiny, ale nie oczekuj, że nagle się polubimy. – Powiedział, chyba nawet lekko się uśmiechając. Zawołałem kelnera i zamówiłem dwa shoty, które wypiłem oba, naraz.
-A zatańczysz ze mną? – spytałem.
-Poważnie? – Patrzył ze zdziwieniem.
-No poważnie, jestem pijany, ty jesteś pijany, zrzućmy to na alkohol, choć na parkiet i nie daj się prosić. – Uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
-No… dobra. Ale łapy przy sobie. – Zaznaczył.
-Rączki mam tutaj. – Zaśmiałem się. Wyszliśmy na środek parkietu i zaczęliśmy tańczyć. Pierwsza piosenka minęła dość szybko. W połowie drugiej przybliżyłem się nieznacznie do drugiego chłopaka. Przy trzeciej piosence zasada ‚łapek przy sobie’ poszła się jebać, razem z tą naszą wzajemną wrogością. Moje dłonie delikatnie spoczywały na jego biodrach, usta przy jego uchu, za to tyłek Kibuma gdzieś niedaleko mojego krocza. Przy czwartej piosence, rzeczy takie jak ‚osobista przestrzeń’, czy ‚subtelność i delikatność’ kompletnie zniknęły… no cóż, piątej piosenki już nie słyszeliśmy. Byliśmy zbyt zajęci szaleńczym całowaniem się męskim kiblu. Przypierałem Kibuma do ściany całym swoim ciałem, mocno oplatając dłonie na jego talii, on za to owinął dłonie naokoło mojej szyi, wplatając palce jednej ręki w moje włosy, a paznokciami drugiej lekko drapał moją szyje. To przez alkohol, na pewno przez alkohol. NA STO PROCENT PRZEZ ALKOHOL. Co nie zmienia faktu, że jego usta były cudowne, słodkie i gorące, zresztą jak całe jego ciało. Przerwał pocałunek, żeby zaczerpnąć powietrza.
-Co m-my właściwie robimy…?
-Jak to co? Całujemy się. – Powiedziałem wprost do jego ucha, gryząc jego płatek. Poczułem jak przez jego ciało przechodzi dreszcz i jak jego paznokcie wbijają się trochę mocniej w moją szyje.
-Pożałujemy tego. – Żekł.
-Tak wiem. Ale mam na to wyjebane. – Uśmiechnąłem się i pocałowałem go mocniej, można powiedzieć drapieżnie. Chciałem korzystać puki mogłem, nie wiadomo kiedy następnym razem, i czy w ogóle kiedykolwiek, będę mógł go całować.

Nastepnego dnia, rano.
[Key POV.]
-Bummiee~! Wstawaj śpiochu. – Powiedziała wchodząc do mieszkania. – Szkoda czasu na spanie, patrz jaki piękny, słoneczny sobotni poranek!
-Piękny, słoneczny sobotni poranek. – Prychnąłem przecierając oczy. – Znaczy, o ile nie masz kaca i chęci urwania sobie łba. – Dodałem.
-Oh, no tak. Biedactwo! – Zaćwierkotała.
-Coś ty taka pogodna dzisiaj? – Spojrzałem na nią spode łba.
-Ja jestem taka jak zawsze, to ty masz kaca i nienawiść do świata. – Zaśmiała się.
-Eh, wybacz. – Uśmiechnąłem się delikatnie do Amber. – Chcesz kawy?
-Tak, oczywiście pysiu. – Poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę. Postanowiłem, że muszę jeszcze raz przeanalizować wczorajszy wieczór. Ok. Najpierw był występ. Gratulacje, sracje, owacje i reszta tego shitu. Potem klub… I tu zaczynało być niejasno. Ok, klub. Napiłem się, poszedłem potańczyć, wróciłem do baru, napiłem się, poszedłem potańczyć, wróciłem do baru, znowu, napiłem się, znowu… Jonghyun. Spotkałem tego debila. Rozmawialiśmy? Tak, ok, rozmawialiśmy. Poszedłem z nim zatańczyć, kurwa, robi się coraz gorzej. Kubek pełen kawy wypadł mi z rąk i roztrzaskał się na kafelkach. – Ja… ja… całowałem się z Jongiem.
-Co mówisz? – Zapytała najwyraźniej słysząc moje gadanie do siebie.
-Całowałem. Się. Z pierdolonym. Kurwa mać. KIMEM JONGHYUNEM. Japierdole. Trzymaj mnie bo się przewrócę.

I need vodka. ~ [1/?]

-Możesz mi łaskawie powiedzieć z kim pieprzyłeś się by dostać tą role ? – spytał, stojąc w drzwiach i patrząc na mnie z pogardą.
-Słucham?
-Słyszałeś. – rzekł kompletnie poważnie.
-Tak, słyszałem. Zastanawiam się tylko co ci chodzi po tej pustej głowie, że zadajesz takie pytania.
-Oh, nie udawaj… to może odpowiesz na to, od kiedy jesteś męską dziwką? – Spytał z szyderczym uśmiechem.
-Nie bądź śmieszny, to, że jesteś zazdrosny o to, że dostałem główną role, nie znaczy że musisz wymyślać jakieś głupie bajeczki. – Miałem ochotę zedrzeć mu ten głupi uśmieszek z ust. – Możesz mówić, że jestem męską dziwką ile chcesz, słyszałem gorsze obelgi…
- Ze mną też byś się przespał? – Podszedł do mnie i przyparł mnie do ściany
-Co? Powiedziałem już coś chyba. Puszczaj mnie debilu. – złapał moje nadgarstki i unieruchomił.
-Uważaj na słówka, bo nie będę taki miły.
-Ty naprawdę nie masz mózgu, co? Puszczaj mnie, albo nie ujdzie ci to na sucho… – Chciałem brzmieć jak najbardziej groźnie, mimo, że się bałem.
-A co ty mi możesz zrobić pedałku? – Szyderczy śmiech poniósł się z echem po pokoju.
-Aah, pu-puszczaj mnie! – chłopak wykonał to i odsunął się kawałek.
-Nie krzycz, chcę ci tylko dać nauczkę, mój drogi. Zrezygnujesz z tej roli, albo będzie gorzej.
-Dlaczego miał bym to zrobić ? Sądzisz, że się ciebie boje? – Zaśmiałem się, wciąż z trudem łapiąc oddech. – Odwal się albo powiem menadżerowi.
- I co? Zrobisz mu laskę by cię wysłuchał? I tak mnie nie wyrzuci, zrozum kurwo, nie masz prawa głosu. – Puścił moje nadgarstki i uderzył mnie w brzuch, sprawiając że skuliłem się z bólu. – Zapamiętaj moje słowa, szmato. – Po czym wyszedł głośno trzaskając drzwiami. Nie przejąłem się bardzo jego słowami, często wyzywano mnie od ‘kurw, szmat, dziwek’ itd. Tłumaczę to sobie ich zazdrością, jestem aktorem, umiem śpiewać, już pomijając mój wygląd, którego również nie mogę się wstydzić. Jednym słowem jestem zajebisty. Ale mimo wszystko bałem się, że następnym razem może mi coś zrobić. Nie był ode mnie wyższy, ale na pewno był silniejszy. Pierdol się Kim Jonghyun, ze mną nie wygrasz.
Brzuch dalej mnie bolał, a oddech przestał być nierówny. ‘Tępy kutas’ jedyne określenie które do niego pasuje …‘Tępy zajebiście seksowy kutas’. Tyle. Cztery słowa które opisują całą jego osobę. Tak, jestem gejem, ale to nie oznacza, że puszczam się na prawo i lewo, ani tym bardziej, że załatwiam sobie role tyłkiem. Chociaż trzeba zauważyć, że tyłek mam niezły. Jong nie miał racji, nawet za grosz. Ale może nawet bym się z nim przespał ,gdyby nie był takim głupim mięśniakiem z testosteronem zamiast pnia mózgowego… Spakowałem telefon i scenariusz do torby i wyciągając klucze z kieszeni wyszedłem z mojej garderoby, oraz zamknąłem ją na klucz. Wyszedłem z budynku teatru i wsiadłem do zaparkowanego w pobliżu samochodu, po czym odpaliłem go i pojechałem do przyjaciółki, z którą byłem wcześniej umówiony.
-Nie uwierzysz co ten bezmózg odwalił. – Powiedziałem przez zęby, wchodząc do mieszkania.
-Ciebie też miło widzieć. – Powiedziała z uśmiechem. – Opowiadaj co i jak bo trochę nie nadążam.
-Pamiętasz, jak mówiłem ci o tym Jongu? Tym, z którym pracuje?
-Aaa, tym ‚zajebiste ciasteczko, ale niestety głupi heteryk’? – Zaśmiała się.
-Amber, mówię poważnie! Przyszedł do mnie 5 minut przed tym jak miałem wychodzić i zaczął mi grozić i wyzywać od męskich dziwek. Prawie mnie pobił! – Krzyknąłem w przypływie złości.
-Sterydy mu mózg wypaliły, czy jaki *****? Można powiedzieć o tobie wszystko, ale nie, że jesteś dziwką. – Odpowiedziała, chyba sama lekko zdenerwowana sytuacją. – Siadaj, zrobię ci drinka, uspokoisz się.
-Daj dużo wódki, bo zaraz coś rozniosę. – Już trochę spokojniejszy usiadłem na kanapie. – Najwyżej się u ciebie prześpie, ok?
-Jasne, nie ma problemu. – rzekła z uśmiechem.
-Na pewno? Ta twoja dzisiaj nie przychodzi? – Spytałem z ciekawością.
-Krystal? Nie, dzisiaj pracuje. – Powiedziała, jakby lekko zawiedziona podając mi drinka.
-Mhm. Dziękuje. – Wziąłem od niej szklankę i upiłem łyka, lekko krzywiąc się od smaku alkoholu. – Tutaj jest prawie sama wódka… Dziękuje kochana. – Stwierdziłem zaczynając się śmiać.
-Sam chciałeś. – Powiedziała, również się śmiejąc.
Wieczór minął mi dziwnie szybko, może to od nadmiaru alkoholu z drinków które robiła mi Amber. Alkohol tego wieczoru wchodził mi niezwykle sprawnie, pewnie od nadmiaru emocji, spowodowanych Jjongiem i jego głupimi oskarżeniami. Obudziłem się rano z kacem gigantem i kompletnym brakiem chęci życia.
-Amber, mój boże, daj mi wody bo zdechnę. – wydukałem.
-Wystarczy po prostu Amber, ale jak tam chcesz. – Stwierdziła ze spokojnym uśmiechem dając mi butelkę wody.
-Muszę za godzinę być w teatrze, no przecudownie. Daj mi coś na kaca.
-No to wstawaj, śniadanie i tabletki są na stole. – Pokazała w stronę kuchni.
-Jak to możliwe, że ty żyjesz? Piłaś tyle co ja, a wyglądasz jakbyś nawet kaca nie miała, dlaczego? – Jęknąłem. – To niesprawiedliwe.
-Ja nie mam tak słabej głowy jak ty Bummie. – Usiadłem przy stole i niechętnie zjadłem tosty, które przygotowała. Po czym połknąłem tabletkę, popiłem, wstałem, wziąłem prysznic i ubrałem się. Dzięki bogu, że nie zabrałem ciuchów od poprzedniego razu, i dzięki Amber, że je wyprała. Nałożyłem jeszcze lekki makijaż, korzystając ze swojej podręcznej kosmetyczki, założyłem okulary i żegnając się z przyjaciółką wyszedłem. Musiałem jechać autobusem bo najprawdopodobniej miałem jeszcze alkohol w organizmie. Kiedy już trafiłem do teatru zauważyłem, że pojedyncze osoby spoglądają na mnie z dziwnym uśmiechem, można powiedzieć, że pogardliwym. Gdy stanąłem przed drzwiami mojej garderoby, okazało się, że moje nazwisko nie jest jedynym napisem na nich. Złota tabliczka ’Kim ‚Key’ Kibum’, a pod nią czarny, napisany markerem napis ‚ DZIWKA’. Krew się we mnie zagotowała, ponieważ dokładnie wiedziałem kto to napisał. Ruszyłem w stronę miejsca w którym powinien przebywać i nawet nie trudziłem się pukaniem. Wparowałem do pomieszczenia, rozglądając się po nim. Siedział na kanapie ze swoimi kumplami, śmiejąc się.
-O, popatrzcie, kurw już nie trzeba wzywać, same przychodzą. – Zaśmiał się głośno, patrząc na mnie.
- Popierdoliło cię do reszty, prawda? Sterydy kompletnie wyżarły ci mózg?!
-Jakbyś mówił trochę jaśniej, byłbym wdzięczny kiciu. – Powiedział, wstając i podchodząc do mnie bliżej.
-Nie zbliżaj się do mnie bezmózgu i spierdalaj zmyć to z moich drzwi, ty pierdolony debilu! – Krzyknąłem mu prosto w twarz.
-Aaa, to. Przykro mi to mówić, ale to nie ja. Ale gratulacje dla autora. – uśmiechnął się szyderczo.
-Jak to, *****, nie ty? Kto niby inny?!
-Najwyraźniej nie tylko ja tak o tobie myślę. – zaśmiał się. – No już, nie złość się śliczny, złość piękności szkodzi. – Powiedział przejeżdżając kciukiem po moim policzku.
-Nie dotykaj mnie i uważaj, bo pożałujesz tego Kim Jonghyun, pożałujesz. – Wycedziłem przez zęby, strącając jego dłoń i wychodząc z pokoju z głośnym trzaskiem. Pożałuje, już ja o to zadbam. Ten półgłówek nie wie z kim zadarł…

One-shot ~ Róże.

Agonia człowieka, który wręcz błaga o miłość swymi ostatnimi siłami. Czerwona jak rubin krew, spływająca z nadgarstka i przezroczysty alkohol w szklance. Piękny obrazek, nieprawdaż? Idealny wzór człowieka zniszczonego miłością. W swym żałosnym łkaniu, błagającego o choć kapkę uczucia. Ciepłego, wręcz gorącego uczucia. Które przypomniałoby mu jak żyć. Jak oddychać. Jak funkcjonować. Bo on już chyba dawno zapomniał…

19 październik.
Czuję się zagubiony. Wszystko jest układanką, ale z brakującymi kawałkami. Z niedokończonymi zdaniami. Z pytaniami bez odpowiedzi. Z myślami bez puenty. Ten stan można nazwać agonią, lub jak kto woli, nieodwzajemnionym uczuciem. Już dawno zapomniałem jak żyć, ja tylko próbuje przetrwać. Ostatnimi siłami łapię się chociażby skrawków czegoś trwałego, namacalnego, nie wyimaginowanego przez mój zniszczony lekami, alkoholem i nie tylko, mózg. Moja matka mówi, że nie powinienem się tak zachowywać, nie w moim stanie. Ale co mi za różnica.

22 październik.
Decyzje o moim bycie czy niebycie, a niebyt jest raczej nieprzyjemnym stanem, podejmujesz ty. I to już od dawna. Odkąd zdałem sobie sprawę z tego chorego uczucia, z tej chorej obsesji. Nie wiem, czemu ulokowałem moją całą tęsknotę i całą miłość na jaką mnie stać akurat w tobie, ale był to raczej kiepski wybór. Nie, słowo ‚kiepski’ jest w tym wypadku nieodpowiednie. Był to wybór iście tragiczny. Nie obrażając Cię, mogłem zakochać się w kimś innym. Można by powiedzieć, że nawet w byle kim, tylko nie w tobie. Już pomijając fakt, że jesteś moim długotrwałym przyjacielem od dzieciństwa. Hyungiem, którego zawsze podziwiałem i obrałem sobie jako wzór do naśladowania. Moim ideałem faceta. Pomijając to wszystko, jesteś zwykłym graczem. Łamaczem serc. Niczym wilk wśród owieczek. No i oczywiście zawziętym heterykiem. Także brawo Taemin. Gratuluje wspaniałego wyboru, gromkie brawa, wiwat na stojąco. Ty skończony debilu.

26 październik.
Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Hyung, wydajesz się być ślepy. Ale to dobrze, nie chce być dla ciebie ciężarem. Dla Ciebie chce być dalej uśmiechniętym Taeminnie, tym radosnym, beztroskim. Który nie musi udawać, że żyje. Tęsknie za tym sobą.

30 październik.
Miesiąc dobiega końca. Gratulacje nowej dziewczyny Hyung, oby wam się układało. Nie tak jak z pozostałymi trzema w tym miesiącu.

3 listopada.
Dzisiaj bardzo padało. Mam nadzieje, że pamiętałeś o parasolce Hyung. Nigdy o niej nie pamiętasz. Nawet w swojej zapominalskości jesteś wciąż idealny.

7 listopada.
Szpital, wbrew temu co mówią ludzie, jest dość przyjemny. Białe ściany są uspokajające, a do tego sterylnego zapachu da się przywyknąć. Mama przyniosła mi kwiaty, 12 czerwonych róż, nie wiem czemu tyle. Ale podoba mi się ta liczba. 12.

9 listopada.
Wystrój i zapach są do zniesienia, jedzenie natomiast jest paskudne. Ale mimo wszystko przyzwyczaiłem się do szpitala. Są tu ludzie jak ja. Chciałbym, żebyś mnie odwiedził, Hyung. Ale nie chce Cię trapić, masz własne życie. Moje i tak nie potrwa już długo. Kwiaty dalej pięknie kwitną, ale musiałem dwa wyrzucić, niestety. 10.

12 listopada.
Liście za oknem są naprawdę piękne. Tyle różnych kolorów. Chciałbym wyjść i pocieszyć się jesienią, ma takie piękne barwy. Szpital powoli staje się domem. Ale nie wiem czy na długo. Kwiaty są wciąż piękne, ale zostało ich tylko 7, reszta zwiędła, dziwne te róże.

13 listopada.
13 zawsze było moją ulubioną liczbą. Ale teraz 6 jest jakieś takie magiczne, mama mówi, że to normalne, że te róże tak usychają. ‚Taka kolej życia, rodzisz się i umierasz’ mówi.
Lekarze ostatnio często mnie odwiedzają, a mama wydaje się smutna, nie wiem czemu, szpital jest przyjemny. Gdybyś tu był Hyung, szpital byłby niebem.

15 listopada.
Mama zabrała mnie na spacer, jesień jest piękna, ale raczej chłodna. Dzisiaj znowu padało, hyung, pamiętasz o parasolu?
Róże, zdaniem mojej mamy, mają wewnętrzne zegary. Nie wiem ile w tym prawdy. Ale kolejne dwie zwiędły.

16 listopada.
Chciałbym jeszcze raz zobaczyć śnieg. Pamiętasz Hyung jak razem lepiliśmy bałwana śmiejąc się jak dzieci? Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jesteś moją obsesją.
Zostały mi ostatnie 3, ale i tak są piękne, rubinowe i pełne życia.

17 listopada.
Postanowiłem częściej pisać. Udokumentować jakoś to co czuje. Hyung, zastanawiałeś się kiedyś jak wyglądałby mój pogrzeb? Mam nadzieje, że nie będziesz płakał. Nie chce, żebyś się smucił.
Dwie ostatnie róże wciąż kwitną piękną czerwienią.

18 listopada.
Mama ma dziwnie podkrążone oczy i wydaje się smutna. Pytałem, ale nie chce mi powiedzieć. Mam nadzieje, że nie sprawiam jej kłopotu. Powiedziała mi, że zawsze będzie mnie kochać. I znów zaczęła płakać. Nie chce patrzeć na jej łzy. Lekarz mówi, że to już prawie koniec.
Dla róży chyba też, znowu jedna zniknęła.

19 listopada.
Dzisiaj przyszedłeś Hyung. Nie wiem dlaczego, ale przyszedłeś. Nie chciałem, żebyś przychodził. Nie powinieneś. Nie chciałem widzieć twoich łez, wszystko tylko nie one. Jesteś taki piękny kiedy płaczesz.
Powiedziałem ci co czuje, a ty się uśmiechnąłeś.
Masz piękny uśmiech Jonghyun, zawsze miałeś piękny uśmiech.
Ostatnia róża zwiędła, co chyba jest dowodem na to, że wszystko przemija.

Długi tunel ~ [2/?]

8 rano. Dla niektórych środek nocy, dla innych dnia. Jedni o tej godzinie wstają, za to inni kładą się spać. Na nieszczęście Kibum o tej godzinie musi już być na nogach, bo jak na razie nie płacą mu jeszcze za samo wstawanie z łóżka. Za godzinę musi być już w pracy, do sklepu z ciuchami w którym pracuje ma blisko, ale co najmniej godzinę zajmuje mu samo wyszykowanie się i doprowadzenie do stanu istnego cudu. Co prowadzi za sobą ubranie najwęższych spodni jakie kiedykolwiek wynaleziono, ekstrawaganckiej koszuli i czarnego swetra jako okrycie wierzchnie. Ułożenia włosów i założenia turkusowego fullcapa, który idealnie pasował do całego stroju. Poszedł do łazienki i ostatni raz przed wyjściem spojrzał w lustro. Podobało mu się to co widział, zresztą jak zawsze. Wyszedł z pomieszczenia kierując się do korytarza by założyć buty, podśpiewując pod nosem piosenkę któregoś z koreańskich boysbandów. Ubrał trampki i zakładając słuchawki na uszy i torbę na ramie wyszedł z mieszkania. Po 10 minutach piechotą był już w sklepie. Powitał się zresztą pracowników i zabrał się za prace. Godziny mijały mu powoli, a tłumów w sklepie brak. Zresztą co się dziwić jak na mały, dość drogi sklep ukryty gdzieś w rogu dość popularnej, aczkolwiek nie zbyt zatłoczonej galerii. Nagle drzwi się otworzyły, a w nich nikt inny jak Kim Jjong we własnej osobie. 
KEY POV 
Uśmiechnąłem się zaskoczony i podszedłem do niego. -No hej. – Powiedziałem szczerząc się uroczo. 
-Kibum? Co ty tu robisz?- Spytał zdziwiony, ale również ucieszony spotkaniem. 
-Tak się składa, że pracuje tu. – Zaśmiałem się. – A ciebie co tu sprowadza? 
-Jestem ze znajomym na zakupach, kolejna diva, choć na pewno nie dorównuje tobie, ciebie nikt nie pobije w tym. – uśmiechnął się jeszcze szerzej i puścił mi oczko. 
-Oj nie przesadzaj. – Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. – Masz jakieś plany na dzisiaj? 
-Nie, mam wolny wieczór, czemu pytasz? – Nie odpowiedziałem, złapałem tylko jego dłoń i długopisem, który wyciągnąłem z kieszeni pracowniczej kamizelki, napisałem swój numer. 
-Napisz mi potem sms, żebym miał twój numer. – zbliżyłem się do niego i na ucho powiedziałem -Czuj się zaszczycony. Dałem ci się pocałować i masz mój numer. – zaśmiałem się cicho, pocałowałem go jeszcze w policzek i oddaliłem się, tłumacząc, że muszę wracać do pracy odszedłem od chłopaka, który lekko oszołomiony sytuacją odprowadził mnie wzrokiem. 
-Nowy nabytek? -Spytała koleżanka z uśmiechem. 
-Oj tak. – Zaśmiałem się. 
Po około pół godziny poczułem wibracje telefonu i sygnał otrzymania wiadomości. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i przeczytałem. ‚Tu Dino : D O której kończysz prace? Wpadnę po ciebie i pójdziemy gdzieś na kolacje, co ty na to?’. Uśmiechnąłem się mimowolnie do ekranu i odpisałem. ‚Kończę o dziewiętnastej, a kolacja to świetny pomysł. Nie mogę się doczekać <3′ Dobre pięć minut zastanawiałem się czy serduszko na końcu zdania to nie przesada, ale w końcu wysłałem wiadomość. Włożyłem telefon do kieszeni i z uśmiechem i Jonghyunem chodzącym mi po głowie wziąłem się do pracy. Pozostała część pracy minęła mi całkiem szybko, więc kiedy wybiła dziewiętnasta poszedłem szybko się przebrać i poprawić włosy. Wyszedłem powoli, słysząc silnik motoru. Gdy tylko ujrzałem Dino siedzącego na swoim motorze, poprawiającego włosy, zrobiło się gorąco. 
-Cześć piękny. – Powiedział schodząc z motoru i łapiąc mnie za rękę, przyciągnął bliżej, trzymając za talie przytulił mnie. – Gdzie chcesz jechać? 
-No cześć. – Zimny dreszcz przebiegł po moich plecach gdy tylko mnie dotknął. Odwróciłem głowę by nie zobaczył moich rumieńców. – Mi obojętnie, jedź gdzie chcesz. 
-Zaraz będziemy jechać, tylko … – Przybliżył się jeszcze bardziej i łapiąc mój podbródek pocałował moje wargi. – Teraz możemy jechać. – Wyszczerzył się, dumny z siebie. 
-Nie jesteś zbyt pewny siebie? – spytałem. 
-Następnym razem powinienem spytać o pozwolenie? 
-Nie powiedziałem, że nie chcę. Spytałem tylko czy nie jesteś za pewny siebie ? -Po czym sam się do niego zbliżyłem i pocałowałem jego usta. – Jedźmy już. – Podał mi kask, a ja ponarzekałem trochę, że zniszczy mi włosy. Włożyłem go na miejsce fullcapa, który teraz był w torbie. Oplotłem go ramionami i ruszyliśmy. Jechaliśmy miastem jakieś 5 minut, po czym zatrzymał się i zsiadł. – Gdzie jesteśmy? 
-W mojej ulubionej restauracji. -Powiedział patrząc na małą knajpkę z emanował romantyczny nastrój. 
-Ładnie tu. Ile swoich randek tu już zabrałeś? – rzekłem z przekąsem. 
-Tak się składa, że jesteś pierwszy. – usiedliśmy przy stoliku, który znajdował się przy oknie. 
-Wow, czuje się wyjątkowy. 
-Bo jesteś. – Powiedział, kładąc swoją rękę na mojej i patrząc mi w oczy. Serca zabiło mi szybciej. Jednak przeszkodziła nam kelnerka podając menu i pytając o zamówienie.-Na co tak patrzysz? – Zapytał gdy zauważył, że mu się przyglądam. 
-Nie, to nic. – odwróciłem wzrok. 
-No powiedź. 
-Po prostu… Masz piękne oczy. Tyle. – spojrzałem jeszcze raz w jego oczy, które z łatwością można porównać do koloru gorzkiej czekolady. Albo do morza gorzkiej czekolady. Lub może nawet dwa oceany, które teraz błyszczały pięknie, obserwując każdy mój ruch. Jak to możliwe, że chłopak którego znam tak krótko wzbudza we mnie takie emocje…? Może to dlatego, że mam odczucie jakbym znał go dużo dłużej? W końcu od dobrych sześciu miesięcy o nim śnie, choć nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Poznałem go i już na pewno nie dam mu nigdzie odejść. -Nie patrz tak…- Spuściłem głowę. ‚Kibum przestań być taką miękką kluchą’, przeleciało mi przez myśl. Cholerne uczucia. 
-Przepraszam, po prostu nie mogę odwrócić wzroku Bummie. mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś idealny…? 
-A jeśli powiem, że tak? – zaśmiałem się niezręcznie. 
-To przyznam mu racje. Wiesz… bo znam cię tak krótko, a mam wrażenie, że znam cię od początku świata. Jakby, czekał na ciebie całe życie…. I w końcu znalazł. To głupie. – Powiedział, śmiejąc się cicho i splatając nasze palce. Zacisnąłem mocniej uścisk, jakby dając mu znak, że czuje to samo. Siedzieliśmy w milczeniu, a dzieląca nas cisza nie była wcale krępująca, wyzwalała, dawała spokój o chwile na przemyślenie. Była mi niezbędna bo w mojej głowie odgrywała się bitwa racjonalnego myślenia z uczuciami. I jak na razie wygrywały uczucia, sprawiając, że po mojej głowie przemykały myśli typu ‚ Jejku, jaki on cudowny’ i ”zakochałem się’. Oficjalnie przegrał mózg, a serce skakało po nim w zwycięskim tańcu. Przez resztę kolacji rozmawialiśmy o głupotach, całkowicie zapominając o całym świecie. Jego dłoń spoczywała na moim udzie, a różowe rumieńce na moich policzkach. 

-Zamawiamy deser. – Pytając niewinnie. 
-Po co. – Spytał jakby nie rozumiejąc. – Ty jesteś moim deserem. – Zaśmiał się. 
-Nie jesteś zbyt pewny siebie? – Spytałem drugi raz tego wieczoru. 
-Nie, skądże by znowu. – Uśmiechnął się szerzej. – No nieważne. Pracujesz jutro? 
-Nie, mam wolne, czemu pytasz? 
-Chciałem wprosić się na kolacje, miałbyś coś przeciwko? – Byłem niemal pewien, że ten jego uroczy uśmiech potrafi cuda. 
-Właściwie to nie, nie miał bym nic przeciwko. 
-To cudownie. -zaklaskał w dłonie. – nie mogę się doczekać. – Zaśmiał się zamykając oczy, przez ten ułamek sekundy już zdążyłem zatęsknić za jego tęczówkami. – Będziemy się już zbierać co? Zrobiło się późno. 
-Uhm, tak, masz racje. – Machnął w stronę kelnerki dając jej znać, żeby przyniosła rachunek. Młoda blondynka podeszła do stolika, Jonghyun zapłacił szybko i po zebraniu swoich rzeczy wyszliśmy na zewnątrz. Zimny podmuch owiał moją twarz, robiło się zimno. Brunet podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę pociągnął w stronę motoru. Podał mi kask i usiadł na motorze. Pocałowałem go przelotnie w policzek i usiadłem za nim zakładając kask i mocno oplatając rękami jego pas. Ruszyliśmy szybko i po chwili byliśmy już pod moją kamienicą. Wymruczałem coś, że moje włosy cierpią na tych przejażdżkach i, że muszę wyglądać strasznie. Ale Jonghyun tylko pokiwał głową przecząco i przyciągnął mnie do siebie. 
-Głupoty… – powiedział i pocałował mnie sprawiając, że zakręciło mi się w głowie. – jesteś piękny. – szepnął wprost do mojego ucha, przez co przyjemny dreszcz obiegł me ciało. 
-Skoro tak mówisz. – stwierdziłem cicho i ponownie poczułem jego usta na swoich, ale tym razem mocniej. Przybliżył się jeszcze bliżej, ramionami obejmując moją talie. – Może … wejdziesz na ch-chwile… – spytałem gdy oderwał się ode mnie łapiąc oddech. – Stoimy na środku ulicy… ludzie się patrzą. 
-Nie mogę. – Powiedział stanowczo. Spojrzałem na niego ze zdziwieniem. – Jak wejdę to nie będę mógł się opanować… I tak ledwo to robię, a jak zauważyłeś stoimy na środku ulicy. Przy tobie tracę zmysły… – Wyszeptał, a moje policzki zaczęły piec. Byłem prawie pewien, że miały kolor purpury. 
-Uhm… to do jutra. – Przytuliłem się do niego, ocierając lekko i całując w policzek. -Nie mogę się doczekać… 
-Dobranoc kociaku. – Powiedział puszczając mnie. Oddaliłem się powoli w stronę drzwi i gdy już przy nich stałem odwróciłem się patrząc jak siada na motorze i puszczając mi oczko, odjeżdża. Wszedłem do mieszkania i podchodząc powoli położyłem się na łóżku. Zamknąłem oczy i przejechałem opuszkami palców po własnych ustach. Wciąż czułem jego smak, jego zapach i jego ciepło. Zasnąłem myśląc o tym co przyniesie jutro. I miałem przeczucie, że ma większe plany co do mnie. 

Długi Tunel ~ [1/?] ''Sen''

Długi tunel, można by powiedzieć, że nie ma końca. Sam nie wiem jak długo już nim idę. Może wieczność? Dlaczego już dawno się nie poddałem? Czy kiedykolwiek gdzieś dojdę? Prowadzi mnie tylko czyjś głos. Czyj to głos? Jest bardzo znajomy. Skąd ja go znam? Czy znam tą osobę? Mam wrażenie, że znam ją od zawsze. Nie, nie od urodzenia. Od zawsze, a może nawet jeden dzień dłużej. Co ten głos woła? To przecież moje imię. Skąd on wie jak się nazywam? 
Tyle pytań, żadnych odpowiedzi. Głos jest coraz bliżej. Czyjaś sylwetka, wyraźniejszy i głośniejszy głos, wciąż wzywa moje imię. Jest prawie przy mnie, na wyciągnięcie ręki. Staje blisko mnie, ale nie widzę jego twarzy. Co się dzieje? Wszystko staje się niewyraźne, poza jego głosem. Wszystko zlewa się w jedną, szarawą plamę. Znikło. 
Dźwięk budzika, obudziłem się. Wciąż słyszę jego głos, gdzieś głęboko w sercu, wciąż mnie woła. 
Znowu miał ten sen, ten sam który męczy go od tak długiego czasu. W tym śnie nie ma krwi, ran, ostrych sztyletów, ani bólu. Sam właściwie nie wiedział czy to koszmar, czy coś nieskazitelnie pięknego. Widział to wszystko. Te sceny, tak wiele razy, że pamiętał każdy szczegół wyśnionych obrazów. Sen był krótki, nie opowiadał żadnej dramatycznej, ani długiej jak hiszpańskie telenowele, historii. Sama jego tragiczna niezrozumiałość, doprowadzała go do szaleństwa. Mimo, że śniło mu się to tak wiele razy, dalej nie potrafił rozszyfrować symboliki i sensu owych scen. Tajemnica usłana aksamitnym głosem osoby, którą wydawało mu się znać, a jednocześnie kompletnie obcej. Szukał chłopaka ze snu, prowadzony jedynie wspomnieniem jego głosu. Skąd w ogóle miał pewność, że postać którą wyśnił, istnieje…? Tu właśnie tkwił problem. Nie wiedział czy kiedykolwiek odnajdzie chłopaka, ale skoro tak często mu się śnił, to musiało coś znaczyć, nic przecież nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma jakąś ukrytą prawdę, ukryty sens, lub tajemnice. Może sensem jego życia jest poszukiwanie? Każdy ma jakiś cel w życiu, niektórzy marzą o zdobyciu Mount Everest, inni śnią o wielkiej sławie, a jego celem było odnalezienie chłopaka, który mącił jego senny i nocny spokój, który zaprzątał jego myśli i bez pytania wdarł się do jego serca, niczym drzazga. Zakochał się w sennej zmorze i nic nie mógł zrobić by temu zaprzeczyć. Jego serce, dusza, oraz on cały należały do chłopaka ze snu, o aksamitnie głębokim głosie… 
-Bumieee~ ! Bumie? Śpisz? –Zapiszczała, jakby wprost do jego ucha, przez co miał wrażenie, że ten piskliwy głosik wwierca mu się w czaszkę. 
-Nie, skąd. Oglądam powieki od wewnątrz. – Powiedział zirytowany nagłą pobudką. – Czego chcesz? 
-Przepraszam, że cię obudziłam, ale się ubieraj. Zaraz wychodzimy! – Śliczna blondynka uśmiechnęła się przepraszająco i usiadła na fotelu naprzeciwko niego. Krystal, bo tak było jej na imię, miała idealne wymiary, była lekko głupiutka, ale jednocześnie była najlepszą przyjaciółką Kibuma. I mimo, że czasami miał ochotę wyrzucić ją przez otwarte okno z trzeciego piętra, na przykład teraz, nie zamienił by jej na nic innego. 
-Kto cię wpuścił do mojego mieszkania? 
-Sam mnie wpuściłeś, pamiętasz? Dorobiłeś mi klucz i powiedziałeś żebym czuła się jak w domu, głuptasku ! 
-Musiałem być pod wpływem czegoś naprawdę strasznego skoro gadałem i robiłem takie głupoty… A teraz wyjdź, chcę spać… – Zakrył twarz poduszką i zamknął oczy, próbując ponownie zasnąć. 
-Bumie ! Pamiętasz jak ci opowiadałam o tym moim koledze, który tak strasznie chciał cię poznać? – Zaćwierkotała radośnie, nie zważając na poprzednie słowa blondyna. – Brunet, czekoladowe oczy, umięśniony. No wiesz, CHCIAŁ CIĘ POZNAĆ. 
-Spadaj, właśnie mnie obudziłaś ze snu gdzie miałem takich trzech, niszczysz mi życie, wyjdź. – Warknął. 
Pół godziny później, nie wiadomo jak i dlaczego znajdował się w samochodzie uporczywej przyjaciółki. Byli w drodze do kawiarni by spotkać się z znajomym Krystal. Skoro tak bardzo go zachwalała, może jest w tym choć ziarenko prawdy. A jeśli nie to prześpi się z nim i zostawi. Jak całą resztę. Tuż po wejściu do lokalu, świergocąca już od rana blondynka, rozejrzała się po wszystkich zajętych stolikach, po czym uśmiechnęła się i podreptała do jednego z nich przy którym siedział naprawdę przystojny brunet. Czyli jednak jest ziarno prawdy w tym wszystkim. 
Był zajebisty. Cóż więcej mówić… I wszystko wyglądało jak zapowiadający się ‚gorący, hiszpański flirt pod palmami’ dopóki się nie odezwał. 
-Cześć, miło cię poznać, Kri dużo mi o tobie mówiła, jestem Kim Jonghyun. – Wyciągnął rękę w jego stronę z zamiarem przywitania się. A ja stałem jak wryty próbując złączyć wszystko w całość. Głos ze snu = Kim Jonghyun. Nie, nie, nie. Musiało mi się wydawać. To nie jest możliwe. Takie przypadki nie istnieją w realnym świecie. -Wszystko w porządku? - To on. To od początku był on. 


-T-tak. Kri cho-odź na chwile… – Zdezorientowany brunet tylko kiwnął i z powrotem usiadł. A jeszcze bardziej zdezorientowana blondynka podążyła za Kibumem w stronę toalet. Stanął nagle po środku korytarza. 
-To on. 
-Co? Jaki on? 
-No on. Ze snu… - Jest głupia, czy tylko udaje? 
- Co, ale jak? Skąd to wiesz? 
-Nie ogłuchłem chyba. Jedyne co wiem o ‚wyśnionej zjawie’ – Powiedział z ironią i pół uśmiechem. – to jego głos. I to jest ten głos. Ten pierdolony głos którym mówi ten pierdolony Kim Jonghyun do kurwy nędzy. I co ja mam teraz ***** zrobić? ‚Cześć jestem Kibum, śnisz mi się od pół roku.’ No chyba żart… Jak to ***** możliwe, jesteśmy w pierdolonej narnii? Czy dalej w Korei? 
-Uspokój się. – Wzięła trzy wdechy i kontynuowała. – Nawet jeśli to on. Nawet jeśli, to przecież nie musi oznaczać, że nagle love forever i tego typu bzdury. -Jej akcent jest naprawdę bardzo kiepski… - Po prostu go poznaj, ok? Dowiedź się o nim więcej, w tedy się przekonasz czy to on czy nie. 
-Dobra, dobra. Damy rade. 
-Tak! Hwaiting oppa! 
-Jesteś głupia… – Powiedział z udawanym uroczym uśmiechem, odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę stolika. Diva style-mode on. – Przepraszam za tą sytuację. To co, zaczynamy od nowa? – Uśmiechnął się najcieplej jak tylko potrafił. To ten uśmiech po którym jego kochankowie gubią spodnie, portfele, albo serca. 
-Jasne, że tak. Jak to było… A tak. Cześć, miło cię poznać, Kri dużo mi o tobie mówiła, jestem Kim Jonghyun. – Zaśmiał się cicho i ponownie podał rękę, która tym razem spotkała się z ręką drugiego chłopaka. Aksamitna skóra. 
-Jestem Kim Kibum, ale przyjaciele mówią mi Key. Również mi miło cię poznać. – Usiedli i nawet nie zauważyli kiedy Krystal zniknęła, a kelnerka przyniosła zamówienie. Siedzieli i rozmawiali trzy godziny. Młodszy Kim dziwił się, że można aż tak dobrze dogadywać się z kimś kogo zna się tak krótko. 
-Mam propozycje, oczywiście jeśli nie masz dzisiaj już żadnych planów. – Rzekł patrząc prosto w oczy Key. 
-Mam dzisiaj wolne. A dlaczego pytasz? 
-Myślałem o kinie, albo długim spacerze pod gwiazdami. – Zaśmiał się. Urocze. - No wiesz, wszystko to co robi się na randkach. 
-Randkach? Ooo, nie wiedziałem, że jestem na randce. -Udał zaskoczonego, mimo że tak naprawdę skakał w duchu ze szczęścia. 
-No chyba, że nie chcesz… 
-Kino powinno być fajne, to co, zbieramy się? 
-Ty naprawdę jesteś, aż taką divą jak mówi twoja przyjaciółka, co? -Spytał żartobliwie. 
-Oczywiście, że jestem. – Zaśmiał się i wstał ,zabierając swoje rzeczy. Po chwili już znajdowali się na sali kinowej. Młodszy bał się horrorów, ale oczywiście nie powiedział tego drugiemu. Bo po co. Od tego są horrory na randkach, któraś strona musi się bać. Nie musiał długo czekać. Już po chwili na wielki ekran wyskoczył przerażający samotnik z piłą mechaniczną w rękach. Kibum pisnął i podskoczył, zakrywając oczy dłonią. Po chwili poczuł delikatny uścisk na drugiej ręce, której akurat nie przyciskał do twarzy. Przeszedł go dreszcz i poczuł lekkie gorąco na policzkach. Ich spojrzenia się skrzyżowały, a na usta wszedł uśmiech. Jejku, jak ja się cieszę, że dzisiaj jednak wstałem z łóżka. Cała reszta filmu nie wydawała się już taka straszna, choć może to dlatego, że nie zwracał za bardzo na niego uwagi. Obchodziły go tylko ich splecione palce i delikatność skóry starszego. 
-Bałeś się? -Spytał po wyjściu z sali kinowej. 
-Ja? Nie, nie bałem się, a ty? 
-Nie ładnie kłamać. 
-Mówił ci ktoś kiedyś, że wyglądasz jak dinozaur? 
- Nie zmieniaj tematu. I tak, mnóstwo osób. W liceum mówili na mnie Dino. – Zaśmiał się i wyszedł z kina. 
-Ale ja wcale nie zmieniam tematu, ja tylko pytam. Wyglądasz trochę jak tyranozaur. Albo coś innego co kończy się na Zaur. 
- A ty za to wyglądasz jak Diva i co? 
-Wiesz, że to dziwny zbieg okoliczności. Na mnie w liceum mówili ‚ta pedalska diva’. 
-Jakbym chodził z tobą do tego samego liceum, to nie mógł bym oderwać od ciebie oczu, zresztą tak jak teraz. – Key nie wyglądał na wstydliwą osobę, ale taką był. Purpura na policzkach to była rzadkość, ale sam tego nie kontrolował, zwłaszcza teraz. 
-Mówisz? To miłe. – Najszybsza droga do jego domu w całym jego życiu. -To był naprawdę miły dzień, musimy powtórzyć, prawda? – Uśmiech numer 7. 
-Oczywiście, jak najszybciej. – Młodszy, ale mimo wszystko wyższy chłopak podszedł do Jonghyuna i złożył na jego ustach pocałunek. Po chwili starszy przyciągnął go bliżej i pocałował go mocniej, sprawiając, że kolana drugiego zrobiły się miękkie. 
-Zazwyczaj nie daje się całować na pierwszej rance… Teraz już na pewno musi być druga, wiesz jakie są zasady. 
-Nie mogę się doczekać, dobranoc piękny. 
-Dobranoc Dino. -Na wciąż miękkich kolanach wszedł od mieszkania. 
-No i jak? – Podskoczył ze strachu słysząc czyjś głos tuż przy uchu. Krystal. 
-OMAMO. Nie strasz mnie tak! Co ty tu w ogóle robisz? IDŹ DO DOMU! – jego serce dalej biło jak oszalałe od szoku i może nie tylko od szoku. 
-Ojej, czy to rumieńce?! Gadaj jak było na randce, czekałam tu na ciebie godzinę, myślałam, że już dawno wróciłeś! Jest 21! 
-Byliśmy jeszcze w kinie… Nie ekscytuj się tak. 
-Martwiłam się, myślałam, że cie porwał, zamknął i poćwiartował. Czy coś. 
-Wysłałabyś mnie na randkę z kimś takim? 
-Tak, pozbyłabym się ciebie w końcu. 
-Nie masz za grosz rozumu, ani poczucia humoru tym bardziej. Tam jest okno, wyjdź nim. 
-Wyjdę drzwiami, ale dziękuje za propozycje. Mój Key się zakochał! WKOŃCU! -Zaćwierkała ostatni raz i wyszła, nareszcie. Po tak cudownym dniu potrzebował snu, dużo snu. Chociaż sam nie wiedział, czy sny będą piękniejsze niż rzeczywistość, warto sprawdzić. I wiedział, że dzisiaj nie przyśni mu się chłopak, ani długi tunel, bo przecież sen stał się prawdą, a główny jego bohater nazywa się Kim Jonghyun. Już wkrótce JEGO Kim Jonghyun.