poniedziałek, 29 lipca 2013

Długi tunel ~ [2/?]

8 rano. Dla niektórych środek nocy, dla innych dnia. Jedni o tej godzinie wstają, za to inni kładą się spać. Na nieszczęście Kibum o tej godzinie musi już być na nogach, bo jak na razie nie płacą mu jeszcze za samo wstawanie z łóżka. Za godzinę musi być już w pracy, do sklepu z ciuchami w którym pracuje ma blisko, ale co najmniej godzinę zajmuje mu samo wyszykowanie się i doprowadzenie do stanu istnego cudu. Co prowadzi za sobą ubranie najwęższych spodni jakie kiedykolwiek wynaleziono, ekstrawaganckiej koszuli i czarnego swetra jako okrycie wierzchnie. Ułożenia włosów i założenia turkusowego fullcapa, który idealnie pasował do całego stroju. Poszedł do łazienki i ostatni raz przed wyjściem spojrzał w lustro. Podobało mu się to co widział, zresztą jak zawsze. Wyszedł z pomieszczenia kierując się do korytarza by założyć buty, podśpiewując pod nosem piosenkę któregoś z koreańskich boysbandów. Ubrał trampki i zakładając słuchawki na uszy i torbę na ramie wyszedł z mieszkania. Po 10 minutach piechotą był już w sklepie. Powitał się zresztą pracowników i zabrał się za prace. Godziny mijały mu powoli, a tłumów w sklepie brak. Zresztą co się dziwić jak na mały, dość drogi sklep ukryty gdzieś w rogu dość popularnej, aczkolwiek nie zbyt zatłoczonej galerii. Nagle drzwi się otworzyły, a w nich nikt inny jak Kim Jjong we własnej osobie. 
KEY POV 
Uśmiechnąłem się zaskoczony i podszedłem do niego. -No hej. – Powiedziałem szczerząc się uroczo. 
-Kibum? Co ty tu robisz?- Spytał zdziwiony, ale również ucieszony spotkaniem. 
-Tak się składa, że pracuje tu. – Zaśmiałem się. – A ciebie co tu sprowadza? 
-Jestem ze znajomym na zakupach, kolejna diva, choć na pewno nie dorównuje tobie, ciebie nikt nie pobije w tym. – uśmiechnął się jeszcze szerzej i puścił mi oczko. 
-Oj nie przesadzaj. – Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. – Masz jakieś plany na dzisiaj? 
-Nie, mam wolny wieczór, czemu pytasz? – Nie odpowiedziałem, złapałem tylko jego dłoń i długopisem, który wyciągnąłem z kieszeni pracowniczej kamizelki, napisałem swój numer. 
-Napisz mi potem sms, żebym miał twój numer. – zbliżyłem się do niego i na ucho powiedziałem -Czuj się zaszczycony. Dałem ci się pocałować i masz mój numer. – zaśmiałem się cicho, pocałowałem go jeszcze w policzek i oddaliłem się, tłumacząc, że muszę wracać do pracy odszedłem od chłopaka, który lekko oszołomiony sytuacją odprowadził mnie wzrokiem. 
-Nowy nabytek? -Spytała koleżanka z uśmiechem. 
-Oj tak. – Zaśmiałem się. 
Po około pół godziny poczułem wibracje telefonu i sygnał otrzymania wiadomości. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i przeczytałem. ‚Tu Dino : D O której kończysz prace? Wpadnę po ciebie i pójdziemy gdzieś na kolacje, co ty na to?’. Uśmiechnąłem się mimowolnie do ekranu i odpisałem. ‚Kończę o dziewiętnastej, a kolacja to świetny pomysł. Nie mogę się doczekać <3′ Dobre pięć minut zastanawiałem się czy serduszko na końcu zdania to nie przesada, ale w końcu wysłałem wiadomość. Włożyłem telefon do kieszeni i z uśmiechem i Jonghyunem chodzącym mi po głowie wziąłem się do pracy. Pozostała część pracy minęła mi całkiem szybko, więc kiedy wybiła dziewiętnasta poszedłem szybko się przebrać i poprawić włosy. Wyszedłem powoli, słysząc silnik motoru. Gdy tylko ujrzałem Dino siedzącego na swoim motorze, poprawiającego włosy, zrobiło się gorąco. 
-Cześć piękny. – Powiedział schodząc z motoru i łapiąc mnie za rękę, przyciągnął bliżej, trzymając za talie przytulił mnie. – Gdzie chcesz jechać? 
-No cześć. – Zimny dreszcz przebiegł po moich plecach gdy tylko mnie dotknął. Odwróciłem głowę by nie zobaczył moich rumieńców. – Mi obojętnie, jedź gdzie chcesz. 
-Zaraz będziemy jechać, tylko … – Przybliżył się jeszcze bardziej i łapiąc mój podbródek pocałował moje wargi. – Teraz możemy jechać. – Wyszczerzył się, dumny z siebie. 
-Nie jesteś zbyt pewny siebie? – spytałem. 
-Następnym razem powinienem spytać o pozwolenie? 
-Nie powiedziałem, że nie chcę. Spytałem tylko czy nie jesteś za pewny siebie ? -Po czym sam się do niego zbliżyłem i pocałowałem jego usta. – Jedźmy już. – Podał mi kask, a ja ponarzekałem trochę, że zniszczy mi włosy. Włożyłem go na miejsce fullcapa, który teraz był w torbie. Oplotłem go ramionami i ruszyliśmy. Jechaliśmy miastem jakieś 5 minut, po czym zatrzymał się i zsiadł. – Gdzie jesteśmy? 
-W mojej ulubionej restauracji. -Powiedział patrząc na małą knajpkę z emanował romantyczny nastrój. 
-Ładnie tu. Ile swoich randek tu już zabrałeś? – rzekłem z przekąsem. 
-Tak się składa, że jesteś pierwszy. – usiedliśmy przy stoliku, który znajdował się przy oknie. 
-Wow, czuje się wyjątkowy. 
-Bo jesteś. – Powiedział, kładąc swoją rękę na mojej i patrząc mi w oczy. Serca zabiło mi szybciej. Jednak przeszkodziła nam kelnerka podając menu i pytając o zamówienie.-Na co tak patrzysz? – Zapytał gdy zauważył, że mu się przyglądam. 
-Nie, to nic. – odwróciłem wzrok. 
-No powiedź. 
-Po prostu… Masz piękne oczy. Tyle. – spojrzałem jeszcze raz w jego oczy, które z łatwością można porównać do koloru gorzkiej czekolady. Albo do morza gorzkiej czekolady. Lub może nawet dwa oceany, które teraz błyszczały pięknie, obserwując każdy mój ruch. Jak to możliwe, że chłopak którego znam tak krótko wzbudza we mnie takie emocje…? Może to dlatego, że mam odczucie jakbym znał go dużo dłużej? W końcu od dobrych sześciu miesięcy o nim śnie, choć nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Poznałem go i już na pewno nie dam mu nigdzie odejść. -Nie patrz tak…- Spuściłem głowę. ‚Kibum przestań być taką miękką kluchą’, przeleciało mi przez myśl. Cholerne uczucia. 
-Przepraszam, po prostu nie mogę odwrócić wzroku Bummie. mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś idealny…? 
-A jeśli powiem, że tak? – zaśmiałem się niezręcznie. 
-To przyznam mu racje. Wiesz… bo znam cię tak krótko, a mam wrażenie, że znam cię od początku świata. Jakby, czekał na ciebie całe życie…. I w końcu znalazł. To głupie. – Powiedział, śmiejąc się cicho i splatając nasze palce. Zacisnąłem mocniej uścisk, jakby dając mu znak, że czuje to samo. Siedzieliśmy w milczeniu, a dzieląca nas cisza nie była wcale krępująca, wyzwalała, dawała spokój o chwile na przemyślenie. Była mi niezbędna bo w mojej głowie odgrywała się bitwa racjonalnego myślenia z uczuciami. I jak na razie wygrywały uczucia, sprawiając, że po mojej głowie przemykały myśli typu ‚ Jejku, jaki on cudowny’ i ”zakochałem się’. Oficjalnie przegrał mózg, a serce skakało po nim w zwycięskim tańcu. Przez resztę kolacji rozmawialiśmy o głupotach, całkowicie zapominając o całym świecie. Jego dłoń spoczywała na moim udzie, a różowe rumieńce na moich policzkach. 

-Zamawiamy deser. – Pytając niewinnie. 
-Po co. – Spytał jakby nie rozumiejąc. – Ty jesteś moim deserem. – Zaśmiał się. 
-Nie jesteś zbyt pewny siebie? – Spytałem drugi raz tego wieczoru. 
-Nie, skądże by znowu. – Uśmiechnął się szerzej. – No nieważne. Pracujesz jutro? 
-Nie, mam wolne, czemu pytasz? 
-Chciałem wprosić się na kolacje, miałbyś coś przeciwko? – Byłem niemal pewien, że ten jego uroczy uśmiech potrafi cuda. 
-Właściwie to nie, nie miał bym nic przeciwko. 
-To cudownie. -zaklaskał w dłonie. – nie mogę się doczekać. – Zaśmiał się zamykając oczy, przez ten ułamek sekundy już zdążyłem zatęsknić za jego tęczówkami. – Będziemy się już zbierać co? Zrobiło się późno. 
-Uhm, tak, masz racje. – Machnął w stronę kelnerki dając jej znać, żeby przyniosła rachunek. Młoda blondynka podeszła do stolika, Jonghyun zapłacił szybko i po zebraniu swoich rzeczy wyszliśmy na zewnątrz. Zimny podmuch owiał moją twarz, robiło się zimno. Brunet podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę pociągnął w stronę motoru. Podał mi kask i usiadł na motorze. Pocałowałem go przelotnie w policzek i usiadłem za nim zakładając kask i mocno oplatając rękami jego pas. Ruszyliśmy szybko i po chwili byliśmy już pod moją kamienicą. Wymruczałem coś, że moje włosy cierpią na tych przejażdżkach i, że muszę wyglądać strasznie. Ale Jonghyun tylko pokiwał głową przecząco i przyciągnął mnie do siebie. 
-Głupoty… – powiedział i pocałował mnie sprawiając, że zakręciło mi się w głowie. – jesteś piękny. – szepnął wprost do mojego ucha, przez co przyjemny dreszcz obiegł me ciało. 
-Skoro tak mówisz. – stwierdziłem cicho i ponownie poczułem jego usta na swoich, ale tym razem mocniej. Przybliżył się jeszcze bliżej, ramionami obejmując moją talie. – Może … wejdziesz na ch-chwile… – spytałem gdy oderwał się ode mnie łapiąc oddech. – Stoimy na środku ulicy… ludzie się patrzą. 
-Nie mogę. – Powiedział stanowczo. Spojrzałem na niego ze zdziwieniem. – Jak wejdę to nie będę mógł się opanować… I tak ledwo to robię, a jak zauważyłeś stoimy na środku ulicy. Przy tobie tracę zmysły… – Wyszeptał, a moje policzki zaczęły piec. Byłem prawie pewien, że miały kolor purpury. 
-Uhm… to do jutra. – Przytuliłem się do niego, ocierając lekko i całując w policzek. -Nie mogę się doczekać… 
-Dobranoc kociaku. – Powiedział puszczając mnie. Oddaliłem się powoli w stronę drzwi i gdy już przy nich stałem odwróciłem się patrząc jak siada na motorze i puszczając mi oczko, odjeżdża. Wszedłem do mieszkania i podchodząc powoli położyłem się na łóżku. Zamknąłem oczy i przejechałem opuszkami palców po własnych ustach. Wciąż czułem jego smak, jego zapach i jego ciepło. Zasnąłem myśląc o tym co przyniesie jutro. I miałem przeczucie, że ma większe plany co do mnie. 

1 komentarz:

  1. Huhu szczerze się jak pojebana do monitora :D(przepraszam za to wyrażenie, ale inaczej się nie da określić). Jeju te ich rozmowy, gesty itp. są takie urocze nie mogę się doczekać więceejj *.* Chociaż coś czuję, że pewnie coś się stanie, bo jest za słodko.. ale co z tego, ja muszę przeczytać ciąg dalszy <3. Pisz dalej ! :33

    OdpowiedzUsuń